niedziela, 23 grudnia 2012

Remember me.

Tytuł: Remember me. Pairing: Die x Kyo. Typ: Opowiadanie. Ostrzeżenia: Używki, alkohol, SM, przekleństwa, sceny 18+.
Tokio nocą wygląda pięknie. Wysokie budynki otulone ze wszystkich stron jedwabiem czarnego nieba wprawiają mnie w zachwyt, a intrygująca gra różnokolorowych świateł zajmuje moje myśli, posyłając wszystkie dręczące mnie problemy w niepamięć. Stojąc na dachu jednego z wieżowców, rozchylając ramiona i przyjmując na siebie chłodne podmuchy wiatru, czuję się wolny. Nieskrępowany i nieposkromiony. Zaślepiony tym uczuciem i pięknem otaczającego mnie krajobrazu, podchodzę do barierki i przechylam się przez nią, patrząc z niezdrowym zaciekawieniem na ludzi przemykających u podnóża drapacza chmur. Są niczym mrówki - mali i nieważni. Bezimienni. Nie stanowią dla mnie żadnego zagrożenia, nie mają ze mną szans. Nie liczą się. Nie liczy się również osoba, która nagle obejmuje mnie ramionami i przyciąga do swojego torsu, szepcząc mi do ucha jakieś wyrzuty. Śmiejąc się wesoło, odchylam głowę w tył i opieram ją na ramieniu stojącego za mną osobnika. Moje nienaturalnie rozszerzone źrenice utwierdzają go w przekonaniu, że po raz kolejny go nie posłuchałem i sięgnąłem po używki. Patrzy na mnie z wyrzutem, jest zawiedziony, a w jego oczach lśnią łzy, jednak czy powinno mnie to obchodzić? Jestem ponad nim, ponad tym miastem, ponad wszystkimi problemami. Jestem wiatrem, jestem powietrzem, jestem... niczym. Nie istnieję. Znów się śmieję, wysuwam się z ramion czerwonowłosego chłopaka i osuwam się na twardą podłogę. Czas dla mnie zwolnił, świat wokół mnie zatrzymał się. Nic się nie liczy, tylko słodka przyjemność i zawroty głowy, które odczuwam. Uginają się pode mną ręce, bezwładnie opadam na beton, jednak ból mnie nie dotyczy. Nie istnieję. Przewracam się na plecy, oczami zasnutymi delikatną mgłą wpatruję się w lśniące na czarnym jedwabiu gwiazdy. Wyciągam ku nim dłonie, chwytam i przyciągam w swoją stronę. Są coraz bliżej mnie. Są... są czarne, jak oczy mężczyzny, który nachyla się nade mną. Zaczyna padać. Czuję krople na swoich policzkach. Jedna z nich spływa po mojej jasnej skórze, zatrzymując się w kąciku ust. Lubieżnie zlizuję ją językiem. Słona. Łza, nie deszcz. Krzywię się z niesmakiem. A on mówi, znowu coś mówi. Porusza wargami, jednak nie wydobywa się spomiędzy nich żaden dźwięk. Bawi mnie. Śmiech, znów się śmieję. Ja, nie on. On wykrzywia swoje opuchnięte wargi w śmieszną podkówkę, chyba jest smutny. Sięgam dłońmi ku jego twarzy, napieram palcami na kąciki jego ust i unoszę je. Uśmiecha się, choć tak naprawdę tego nie robi. Smutek dalej wyziera z jego oczu. Odsuwa moje dłonie od swojej twarzy, przysuwa się jeszcze bliżej i płomieniami swoich włosów zaczyna muskać moje ciało. Nie boli, nie istnieje. Chętnie wyciągam dłoń ku ognistym kosmykom, wplatam pomiędzy nie palce, szarpię za nie. Nie parzą. Są delikatne i gładkie. Znów się śmieję. A on płacze. Płacze tak rzewnie i żałośnie, to tylko wzmaga moją radość. Zamykam oczy i odchylam głowę w tył. Ciemność, cisza. Odpływam...

        Gdy się obudziłem, otulała mnie idealna i sterylna biel, która zapewniała mi ciepło oraz ochronę. Spragniony większej ilości przyjemnych bodźców, wtuliłem się w nią i skryłem się w jej ramionach. Wtedy drgnęła nieznacznie i wydała z siebie niezadowolony pomruk. Zaintrygowany tym zadziwiającym zjawiskiem, uchyliłem powieki. Znad białej kołdry wpatrywały się we mnie niezdrowo lśniące tęczówki, przyzdobione sinymi cieniami, które znaczyły jedwabną skórę tuż pod nimi. Westchnąłem. Daisuke. Nim zdążył odezwać się choćby słowem, przesunąłem dłonią po jego policzku, czule i delikatnie gładząc przypruszoną jednodniowym zarostem skórę. Mruknął cicho i nieznacznie rozchylił wargi, gdy musnąłem je czubkami własnych palców. Przez chwilę drażniłem wrażliwą na mój dotyk skórę, a kiedy ciche westchnienia i pomruki przestały mnie satysfakcjonować, przylgnąłem całą powierzchnią swojego ciała do sylwetki mężczyzny. Opływowo poruszyłem biodrami, moja własna męskość otarła się o krocze czerwonowłosego, wyrywając spomiędzy naszych warg dwa ciche jęki. Chciałem ponowić czynność, jednak wtedy napotkałem przeszkodę w postaci dłoni Daisuke, które unieruchomiły moje biodra. Jęknąłem zawiedziony i opadłem na posłanie, posyłając kochankowi pełne wyrzutu spojrzenie spod rzęs.
- To nie czas na przyjemności, Niimura - powiedział poważnie gitarzysta - Jestem na ciebie zły. Robię wszystko, żeby wyciągnąć cię z tego gówna, a ty udajesz potulnego i chętnie chłoniesz moje rady, a kiedy tylko znikam, znowu robisz swoje - warknął wściekle - Aż tak bardzo zależy ci na tym, żeby mnie wkurwić?! Jeśli tak, to perfekcyjnie ci się to udało! Gratuluję!
- Nie dramatyzuj... - westchnąłem znudzony i obojętnym wzrokiem wpatrzyłem się w sufit - Przesadzasz, jak zwykle. Jakie gówno, stary? To nie jest żadna depresja, czy inne pierdoły. Biorę, bo lubię. Wiesz, jak wspaniały jest seks pod wpływem? - spytałem z ekscytacją, sięgając myślami wstecz - Nigdy nie przeżyłeś czegoś, co mogłoby się z tym równać, zapewniam cię...
- Nie mam zamiaru grać w twoje kretyńskie gierki, Kyo... - wysyczał przez zaciśnięte zęby - Mnie w to nie mieszaj.
- Raz, chociaż raz... - przekręciłem się na bok, chcąc skrzyżować swoje spojrzenie z Andou - Zobaczysz, spodoba ci się... - zapewniłem go i posłałem mu prowokujące spojrzenie, w tym samym momencie przesuwając języczkiem po swojej dolnej wardze.
- Zamknij się! - jego ciemne oczy zdawały się ciskać pioruny - Powiedziałem już, że nie mam zamiaru brać! I ty też już nigdy więcej nawet nie powąchasz narkotyków, rozumiesz?!
- Masz zamiar wysłać mnie na odwyk? - spytałem z nutką kpiny w głosie i uniosłem jedną brew do góry.
- Mam zamiar cię pilnować. Wprowadzę się tu, będę cię obserwował dzień i noc - powiedział całkowicie poważnie - Kocham cię i nie mam zamiaru pozwolić ci na stoczenie się na samo dno, rozumiesz? Wiem, że te wizje sprawiają ci przyjemność, jednak... zatraciłeś się w tym. Narkotyki potrafią zmienić człowieka. Nie chcę, żebyś się zgubił gdzieś po drodze. Naprawdę mi na tobie zależy, Niimura... - powiedział już nieco łagodniej i czule pogłaskał mnie po policzku. Odepchnąłem jego dłoń.
- Chyba na moim tyłku - poprawiłem go. Gitarzysta zacisnął usta w wąską kreskę.
- Mylisz się... - przysunął się bliżej mnie i musnął ustami moje czoło - Kocham cię bez względu na wszystko, przecież dobrze o tym wiesz... Przeżyliśmy razem już ponad rok, jak możesz kwestionować moją miłość do ciebie...? - spytał z nutką wyrzutu w głosie.
- Gdybyś mnie kochał, pozwalałbyś mi na wszystko... - odparłem, odsuwając się od niego. Drobny szantaż emocjonalny jeszcze nikomu nie zaszkodził, nieprawdaż?
- Przesadzasz, Niimura! - uniósł się na wyprostowanym ręku - Odszczekaj to! - chwycił mnie za brodę wolną dłonią i zmusił mnie, bym popatrzył w jego oczy, w których odmalowała się cała złość i irytacja, którą odczuwał.
- Do jasnej cholery, Die, lubię cię, ba, nawet kocham, ale nienawidzę, gdy ktoś wpierdala się w moje życie i próbuje coś w nim zmieniać, rozumiesz?! Nie obchodzi mnie, czy jesteś moim kochankiem, siostrą czy matką - moje życie to moja sprawa i nie masz prawa podejmować za mnie decyzji! - wyszarpnąłem się z jego uścisku i czym prędzej odsunąłem się na bezpieczną odległość. Doskonale wiedziałem, że zdenerwowany gitarzysta jest w stanie zabić i najrozsądniejszym wyjściem jest ucieczka z zasięgu jego dłoni. Przekonałem się kiedyś o tym na własnej skórze.
- Mam prawo podejmować za ciebie decyzje, odkąd sam nie radzisz sobie ze swoim życiem... - wysyczał przez zaciśnięte zęby i zmroził mnie wzrokiem. Cała drapieżność w jego oczach i odsłonięte, spiłowane kły sprawiły, że zacząłem odczuwać namiastkę strachu przed tym mężczyzną. Przypominał mi gotowego do skoku lwa, który tylko czeka na odpowiedni moment, aby rzucić się na swoją ofiarę i pozbawić ją życia.
- Opanuj się, Daisuke... - mruknąłem już nieco mniej bojowniczo - Uspokój się, boję się ciebie, gdy zachowujesz się w ten sposób... - dodałem cichym szeptem.
- Boisz...? - na ustach czerwonowłosego rozciągnął się uśmiech, który wywołał dreszcze na moich plecach - Prawidłowo, Kyo... - wolno przysunął się w moją stronę. Nawet nie zdążyłem się cofnąć, gdy nagle jego dłonie mocno chwyciły moje nadgarstki i powaliły mnie na posłanie. Wydałem z siebie rozpaczliwy pisk i spróbowałem wyswobodzić ręce, jednak nie przyniosło to żadnych efektów - uścisk na moich przegubach tylko jeszcze bardziej się wzmocnił. Wtedy czerwonowłosy nachylił się nade mną, czułem jego oddech na swoich wargach, a krótko wystrzępione kosmyki muskały moją twarz. Zadrżałem...
- Die... - spróbowałem jeszcze, jednak Andou przerwał mi, niespodziewanie wpijając się w moje usta. Całował mnie gwałtownie i mocno, niemal brutalnie. Co raz przygryzał zębami moją skórę, rozcinając ją, a później wsuwając ruchliwy język w płytkie nacięcia. Jęczałem z bólu, chciałem żeby przestał. Lubiłem ostre zabawy, jednak w tym momencie nie byłem na to przygotowany. Ból był dla mnie nie do zniesienia, a Daisuke zdawał się świetnie bawić - gdy podgryzanie moich zmaltretowanych już warg mu się znudziło, przeniósł się z torturami na moją szyję. Drażnił newralgiczne punkty językiem, zaś później wgryzał się w nie z całą siłą, wyrywając tym ciche krzyki z mojego gardła.
- Die, przestań...! - jęknąłem rozpaczliwie i po raz kolejny szarpnąłem rękoma - To mnie boli, rozumiesz...?! - wierzgnąłem nogami, próbując zrzucić z siebie gitarzystę. Bez skutku.
- Tooru, kochanie, byłeś niegrzeczny, a to jest kara, na którą sobie zasłużyłeś... - wymruczał tuż przy moim uchu przesączonym erotyzmem głosem - Słodka kara... - wsunął chłodną dłoń pod koszulkę i przesunął nią po moim torsie. Wstrzymałem oddech - Spodoba ci się, zobaczysz... - obiecał i przesunął czubkiem języka po krawędzi mojego ucha. Zacisnąłem mocno powieki, a przez całe moje ciało przebiegł dreszcz, co napotkało się z aprobatą Andou - Taki piękny... - wyszeptał i podwinął moją koszulkę. Odrzuciwszy ją gdzieś na bok, chętnie przyssał się do moich stwardniałych brodawek. Dokładnie pieścił jedną z nich swoim językiem i zasysał się na niej, co doprowadzało mnie na granicę szaleństwa, a ból, który poczułem, gdy ugryzł jeden z moich sutków, tylko spotęgował doznania. Spragniony dotyku ukochanego zajęczałem rozkosznie i wygiąłem się w niewielki łuk. Czerwonowłosy zamruczał z aprobatą i przystąpił do pospiesznego rozpinania moich spodni. Nie sprzeciwiałem się, jedynie posłusznie uniosłem biodra w górę, by ułatwić mu nieco tę czynność. Oczywiście nie omieszkał trochę się ze mną podrażnić - gdy zsunął ze mnie bieliznę, ani trochę nie zainteresował się moją wyprężoną i błagającą o jego dotyk męskością. Obojętnie omijał to strategiczne miejsce, pochłonięty pieszczeniem i podgryzaniem wewnętrznej części moich rozchylonych ud. Wyginałem się pod różnymi kątami i jęczałem, prosząc, aby wreszcie podarował mi to, czego pragnę, jednak on pozostawał niewzruszony. Kontynuował swoją mozolną wędrówkę po mojej oliwkowej skórze, głuchy na moje błagania, a gdy wreszcie zakończył tę czynność - sięgnął dłonią ku swoim bokserkom i zdarł je z siebie jednym sprawnym ruchem. Jęknąłem głucho na widok jego sterczącego podniecenia, wyciągnąłem ku niemu rękę, lecz Andou ją odepchnął i nachylił się nade mną, by następnie wedrzeć się do mojego wnętrza bez przygotowania. Wrzasnąłem najgłośniej, jak tylko potrafiłem, a po moich policzkach potoczyły się łzy. Bolało. Pulsujący w moim wnętrzu członek Die'a rozrywał mnie od środka za każdym razem, gdy chłopak poruszał biodrami. Ignorował mój szloch i krzyki, od czasu do czasu uciszał mnie niezbyt delikatnym pocałunkiem. Pomimo zdecydowania w jego ruchach, wiedziałem, że gitarzysta tak naprawdę jest targany przez wątpliwości. Karanie mnie w ten sposób wcale nie sprawiało mu przyjemności - każdy mój przepełniony bólem jęk ranił jego wrażliwe serce, jednak Daisuke nie zaprzestawał. Był przekonany o słuszności swoich zamierzeń. Kiedy oboje osiągnęliśmy spełnienie, mężczyzna od razu wysunął się z mojego wnętrza i przycisnął mnie do swojego torsu. Pomiędzy wylewnymi przeprosinami szeptał zapewnienia o swojej miłości do mnie i całował mnie czule, chcąc złagodzić ból. Rozumiałem go. Czuł się bezsilny, jego czyny były rozpaczliwymi próbami zatrzymania mnie przy sobie. Tylko że... ja wcale nie miałem zamiaru go opuszczać. Dlaczego reagował w ten sposób? To, że skłaniałem się ku używkom, wcale nie było równoznaczne z tym, że chcę poświęcić temu całe swoje życie, a później je stracić. Brałem tylko od czasu do czasu, by poczuć się lepiej, by choć na chwilę być wolnym od problemów. To była moja ucieczka od rzeczywistości, nie byłem uzależniony. Czemu on musiał to wszystko wyolbrzymiać...?
- Kocham cię, Die... - wyszeptałem, zatapiając się w jego uścisku - Wcale nie mam zamiaru cię opuszczać... - dodałem po chwili, chcąc go uspokoić. Czerwonowłosy przycisnął mnie jeszcze mocniej do swojego torsu i przeczesał palcami moje rozwichrzone włosy.
- Postaw się na moim miejscu, Kyo... - musnął ustami moje odsłonięte czoło - Nie martwiłbyś się o swojego ukochanego, gdybyś był mną? Oddalasz się ode mnie każdego dnia. Okłamujesz mnie... Kiedyś nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Mówiłeś mi wszystko... Nawet, gdy zrobiłeś sobie krzywdę, pokazywałeś mi swoje rany i przepraszałeś, a ja nie potrafiłem się wtedy na ciebie złościć... - schował twarz pomiędzy moimi jasnymi kosmykami - Razem przeszliśmy naprawdę wiele, wyleczyłem cię, uczyniłem cię lepszym człowiekiem, a ty nagle... wracasz do punktu wyjścia... Może i się nie kaleczysz, ale ćpasz. To też nałóg, nawet, jeśli wydaje ci się inaczej...
- Zaufaj mi, Die... - objąłem ustami skórę na jego szyi i zassałem się na niej, zostawiając po sobie wezbrałą krwią malinkę - Panuję nad tym wszystkim - spojrzałem mu w oczy i delikatnie pogładziłem go po policzku wierzchem dłoni - Nie musisz się niczego obawiać...
- Nie chcę, żebyś jeszcze kiedyś brał to świństwo... - przesunął ręką wzdłuż mojego kręgosłupa i zacisnął ją na moim pośladku - Ja będę twoim narkotykiem, nic innego nie będzie ci potrzebne...
- Die... - westchnąłem cierpiętniczo - To nie to samo.
- Tooru, proszę... - w rozpaczliwym geście musnął usteczkami moje wargi. Przymknąłem delikatnie powieki.
- Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy, Andou. Nie mogę ci niczego obiecać...
- Kyo... - spróbował jeszcze.
Ułożyłem palec wskazujący na jego miękkich wargach i spojrzałem na niego spod rzęs.
- Później do tego wrócimy. Teraz pozwól mi trochę odpocząć... - umościłem się wygodniej na posłaniu. Die podniósł się na przedramieniu, by sięgnąć leżącą u naszych stóp kołdrę i otulić nią moje nagie ciało. Zamruczałem z wdzięcznością.
- Dobrze, Tooru... - odgarnął za moje ucho kilka niesfornych kosmyków, które wpadały mi do oczu - Dobranoc, skarbie... - pocałował mnie w policzek. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Kolorowych, Andou... - leniwie pogładziłem jego odsłonięte ramię - Śnij o mnie.
Nawet się nie zorientowałem, kiedy odpłynąłem.

wtorek, 11 grudnia 2012

Jesteś słoneczkiem, kochanie [cz I/II]


Tytuł: Jesteś słoneczkiem, kochanie.
Pairing: Kyo x Shinya.
Typ: Dwupartówka.
Ostrzeżenia: Łagodne sceny erotyczne, nikłe przekleństwa, Die w lateksie i mnóstwo słodyczy.
Po ciężkich angstach, wreszcie przyszedł czas na coś ciepłego i puchatego. Enjoy ^_^

             Po raz pierwszy pomyślałem o Niimurze jak o osobie psychicznej, gdy siedzieliśmy całą piątką w salonie, dyskutując o zbliżającym się wielkimi krokami przyjeździe jego rodziców. To było w lutym, dzień przed jego trzydziestymi szóstymi urodzinami. Gruba warstwa śniegu pokrywała ulice i stojące na chodnikach samochody, a przejmujące zimno i chłodny wiatr zapędzały wszystkie żywe dusze do domów, lokując je przed rozpalonymi kominkami. Nikt, kto szanował swoje zdrowie nie wyściubiał w tym czasie nosa z ciepłego mieszkanka - nawet ci co bardziej aktywni sportowo porzucili swoje codzienne przechadzki i zamawiali jedzenie przez internet. Tak było i z nami - kilka tygodni wcześniej zaplanowaliśmy z chłopakami urodzinową wycieczkę dla Tooru, jednak zbyt niska temperatura i przymrozek pokrzyżowały nasze plany. Postanowiliśmy więc po prostu spędzić ten czas wspólnie, popijając alkoholowe drinki i wspominając stare czasy, gdy ja paradowałem na scenie w spódniczkach, a Die z umiłowaniem nosił lateksowe kreacje.
Byliśmy już nieźle wstawieni, kiedy Kyo poinformował nas o wizycie jego rodziców, która ma odbyć się w niedalekiej przyszłości. Jego rodzina wprosiła się na kilka dni do jego mieszkania, by poznać jego śliczną narzeczoną, o której pisał im w listach przy każdej sposobności. Sęk w tym, że Niimura od kilku lat jest zadeklarowanym homoseksualistą, a jego partnerem życiowym jestem ja - nic mi nie wiadomo o żadnej jasnowłosej piękności, jaką jest Raim Terachi. I nawet nie dopuszczałem do siebie możliwości, by Tooru miał romans.
- Że po co przyjeżdżają twoi starzy?! - przepity i nienaturalnie wysoki głos Toshyi wywołał u wszystkich zebranych nienaturalną radość. Die zsunął się z kanapy na podłogę, wylewając zawartość swojego kieliszka na mój idealnie śnieżnobiały dywan i ryknął gromkim śmiechem. Wywróciłem oczami. Chyba nigdy nie dopiorę tej czerwonej plamy po wytrawnym winie.
- No, no, Kyo! - gitarzyście z trudem przyszło dojście do siebie i zaczerpnięcie oddechu - Nieźle wkopałeś naszego perkusistę! - opadł na kanapę tuż obok Kaoru, który pogrążony w swoich własnych myślach, nie zwracał uwagi na otaczającą go rzeczywistość.
Wypowiedź Daisuke zasiała we mnie ziarenko niepewności, przez co posłałem Niimurze spłoszone spojrzenie. Wokalista podrapał się w tył głowy z zakłopotaniem.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że-... - nie zdążyłem dokończyć, gdyż wypowiedź przerwał mi wesoły pisk Toshiyi, który machał pustą butelką po sake.
- Shin-chan będzie musiał przebrać się za babę! - basista przechylił się przez siedzenie, omal się z niego nie przewalając, a Die znowu wybuchnął głośnym śmiechem, który ściągnął drugiego gitarzystę na ziemię. Jego spojrzenie było niemal tak samo przerażone, jak moje własne.
- Nie mam zamiaru odstawiać szopki przed twoimi rodzicami! - zbuntowałem się i już miałem wstać, jednak
błagalne spojrzenie Kyo oraz jego oplatające mnie w pasie ramiona utrzymały mnie w miejscu.
- Shin-chan... - schował zarumienioną twarz pomiędzy moimi łopatkami - To tylko kilka dni...
- Kilka dni?! - wrzasnąłem jak rozhisteryzowana panienka. Procenty krążące w moich żyłach robiły swoje - A jak im wytłumaczysz to, że nigdy nie będą mieli wnuków, bo ich słodka synowa nie ma macicy?!
- Zaadoptujcie dziecko - mruknął Kaoru, a jego głos brzmiał śmiertelnie poważnie. Teraz to ja miałem ochotę sturlać się na dywan i ryknąć głośnym śmiechem. Oni wszyscy chyba mnie wkręcali...
- Ach, to ukryta kamera, tak?! - rozejrzałem się po pomieszczeniu, starając się odnaleźć jakieś oznaki tego, że moi przyjaciele zwyczajnie sobie ze mnie żartowali, jednak moje poszukiwania okazały się bezowocne - Prawda...? - spytałem po chwili już mniej pewny swojej tezy.
- Shinya, ja mówię poważnie... - do moich uszu dobiegł cichy szept siedzącego za mną Kyo - Zresztą, skarbie... Kilka lat temu nie miałeś oporów, by przebierać się za kobietę i paradować po scenie w kusych spódnicach, więc w czym teraz problem? Chcę tylko, żebyś poznał moich rodziców i zamienił z nimi kilka słów. To tyle, Shinya. Wynagrodzę ci to...
Zrezygnowany opadłem na jego kolana i pozwoliłem pocałować się w policzek. Straciłem nadzieję. Chyba jednak będę musiał wcielić się w rolę Raim, którą wykreował mój kochanek. Mogłem mieć tylko nadzieję, że Kyo nie popuścił wodzy fantazji i nie uczynił z niej tykającej seksbomby z wielkimi piersiami, chociaż znając jego dobrze rozwiniętą wyobraźnię, to była jedna z bardziej prawdopodobnych wersji.
- Żadnych lateksowych miniówek - burknąłem, wreszcie ulegając, a na twarzy Tooru pojawił się promienny uśmiech, który był jednym z najpiękniejszych, jakie miałem szansę kiedykolwiek ujrzeć. Błagam, niech mnie ktoś stąd zabierze...
- Więc się zgadzasz?! - spytał z nadzieją. Niechętnie skinąłem głową. Obym tylko nie żałował swojej decyzji...
- Kochanie, ratujesz nam tyłek! - oplatające mnie w pasie ramiona Niimury pozbawiły mnie tchu.
- Kiedy przyjeżdżają...? - szepnąłem, gdy tylko udało mi się wyrwać z jego morderczego uścisku. Kyo posłał mi kolejny szeroki uśmiech.
- Pojutrze - odpowiedział radośnie i przesunął opuszkami palców po moich udach. Miałem ochotę płakać i wyć z rozpaczy. Zapowiada się ciekawy tydzień...

    Następnego dnia, gdy tylko udało nam się przezwyciężyć kaca, wraz z Kyo odnaleźliśmy swoje ciepłe, skórzane kożuchy i chwyciliśmy za łopaty, by wykopać naszego skromnego smarta spod zaspy śniegu, która zakryła go całkowicie. Już po niespełna godzinie pędziliśmy groszkowym maluchem po ulicach Tokio w stronę jednej z mniejszych galerii handlowych, w której planowaliśmy uzupełnić nasze zapasy żywnościowe oraz zakupić kilka spódniczek dla Raim - czyli wymyślonej przez Tooru kuzynki, którą miałem odgrywać przed jego rodzicami. Krążąc po rozmaitych sklepach z odzieżą kłóciłem się z Niimurą niemal o każdą rzecz, która rzuciła mu się w oczy.
- Chyba sobie żartujesz! - krzyknąłem na widok ciemnej miniówki, trzymanej przez mojego kochanka - To ledwie zakryje jej tyłek! Ona nie lubi takich ubrań!
- A skąd ty to możesz wiedzieć?! - fuknął z oburzeniem Tooru, który zdawał się kompletnie nie zwracać uwagi na ekspedientki, posyłające nam zdziwione spojrzenia - Takie spódniczki są modne w tym sezonie!
- Nie możesz wybrać czegoś mniej rzucającego się w oczy? - mruknąłem, przedzierając się pomiędzy wieszakami ku sukience w bladoróżowym kolorze, zaprezentowanej na jednym z manekinów - Na przykład czegoś takiego? Zobacz, jest ładna, dziewczęca i sięga przed kolana.
- I jest dla kompletnie płaskich desek, bo nie ma dekoltu - wywrócił oczami. Niemal zagotowałem się ze złości. Niimura miał zdecydowanie zbyt wygórowane wymagania.
- Czy widzisz, żebym miał jakieś cycki?! - wrzasnąłem poirytowany, nieświadomie ściągając na siebie całą uwagę przebywających w sklepie ekspedientek i innych kobiet, które dokonywały zakupów - Nie mogę nosić dekoltów, bo nie mam cycków, czy to do ciebie nie dociera?!
- Przepraszam, czy mogę panom jakoś pomóc? - zbliżająca się ku nam dziewczyna z obsługi miała niemal tak bardzo zażenowaną minę, jak ja. Moje policzki pokryły się intensywnym, czerwonym rumieńcem.
- Czy on wejdzie w tę sukienkę? - śmiertelnie poważny Niimura wskazał palcem najpierw na mnie, a później na kreację, którą wybrałem. Blondynka podrapała się z zakłopotaniem po policzku.
- Sądzę, że tak... - odparła po krótkiej chwili - Ma idealną figurę.
- Czy mogłaby pani wybrać dla mnie jeszcze kilka innych rzeczy, które by na niego pasowały? Najlepiej niech będą jakieś pastelowe i dziewczęce do bólu. I przed kolana.
Kobieta pokiwała jedynie głową i z pośpiechem skierowała się ku magazynowi. Zawstydzony schowałem się za jednym z manekinów, chcąc uniknąć zaciekawionych spojrzeń innych klientek. Tooru natomiast wyszczerzył się z zadowoleniem.
- Widzisz? Nie było aż tak źle - pstryknął mnie w nos. Posłałem mu urażone spojrzenie.
- Było fatalnie! - jęknąłem i schowałem twarz w dłoniach. Rumieniec nie schodził z moich policzków - Teraz wszyscy myślą, że lubię się przebierać w damskie ciuszki.
Wokalista ułożył dłoń na moim ramieniu i pogładził je delikatnie.
- Przynajmniej masz pewność, że nie dorzucę do naszego koszyka żadnych lateksowych kiecek. Poza tym, pociesz się tym, że nie dość, że będziesz najlepiej ubrany w całym Tokio, bo ubrania wybiera ci znająca się na rzeczy ekspedientka, to jeszcze będziesz wyglądał w tym lepiej niż 50% japonek, bo masz idealną figurę. Same pozytywy!
- Jesteś niemożliwy, Tooru! - wyrwałem się z jego uścisku i uciekłem z zasięgu rąk Niimury, który w tym samym momencie został zawołany przez blondynkę, z którą przed chwilą rozmawiał. Po zapłaceniu za zakupy i odebranie od niej torby wypchanej po brzegi damskimi ciuszkami, opuścił sklep, triumfalnie się uśmiechając. Ruszyłem za nim, ledwie powłócząc nogami. Już zacząłem żałować swojej decyzji.
- Jeszcze tylko salon piękności i fryzjer! - uświadomił mnie, uśmiechając się przy tym szeroko - Zrobię z ciebie takie bóstwo, że rodzona matka cię nie pozna!
Chyba nie mogło być jeszcze gorzej...

      Kilka godzin później, gdy wreszcie mogłem zrzucić z siebie przeokropnie ciężki kożuch i uwolnić moje nogi od niewygodnych kozaków, opadłem z ciężkim westchnieniem na kanapę, natomiast Tooru usadowił się na stojącym nieopodal fotelu. Na jego twarzy odmalował się uśmiech, a w jego oczach lśniły iskierki radości. Gdy tak promieniał szczęściem, przypominał mi wielkie, żółte słoneczko z dorysowaną na jego powierzchni zadowoloną buzią. Humor Niimury musiał mi się udzielić, bo zaśmiałem się cicho.
- Co cię tak bawi, kociaku? - nachylił się nade mną z zaciekawieniem, a jego jasne kosmyki połaskotały mnie po twarzy. Wyciągnąłem dłoń, by pogładzić go po policzku.
- Jesteś słoneczkiem, kochanie - sunąłem opuszkami palców po jego skórze z coraz większą zachłannością.
- Och, nagle zmieniłem się z "z tego cholernego popaprańca" w słonko? - zmarszczył brwi. Parsknąłem śmiechem, przypominając sobie naszą kłótnię w samochodzie.
- Przestałem się dąsać... - musnąłem wargami jego usta. Zamruczał z zadowoleniem.
- Cieszę się... - przesunął językiem po mojej dolnej wardze - Do twarzy ci w lokach i jaśniejszych włosach.
Moje policzki ponownie pokrył rumieniec. Jeszcze nigdy nie byłem tak uległy jak tego dnia.
- Jeśli tobie się podoba, to jestem w stanie zaakceptować tę zmianę... - kąciki moich ust uniosły się w delikatnym uśmiechu. Tooru odpowiedział mi tym samym.
- Mam wielką ochotę zedrzeć z ciebie te ubrania i wziąć na podłodze... - wymruczał prosto w moje wargi. Moje ciało przeszył dreszcz podniecenia - ...ale jutro przyjeżdżają moi rodzice i nie mogę pozwolić na to, żebyś przeleżał cały jutrzejszy dzień w łóżku z bólem tyłka.
- Poradzę sobie... - jęknąłem, wplatając obie dłonie w jego jasne kosmyki. Wyszczerzył się radośnie.
- Zawsze tak mówisz, a potem mnie się obrywa, bo Kaoru musi odwoływać próby - przypomniał mi. Z cichym westchnieniem zabrałem dłonie - Kocham cię - szepnął po chwili i pocałował mnie w czoło. Po mojej klatce piersiowej rozlało się przyjemne ciepło, które natychmiast wypełniło moje serce. Dla Kyo jestem w stanie przecierpieć cały jutrzejszy dzień i jeszcze więcej, jeśli byłoby to konieczne.
- Ja ciebie też - odpowiedziałem bez namysłu, przekręcając się na brzuch. Tooru musnął ustami moje wargi, jednak po niedługim czasie się odsunął.
- Dobrze by było, gdybyś już teraz się położył. Jutro musisz wcześniej wstać, żeby się umalować, ubrać, uczesać... i takie tam - poinformował mnie. Westchnąłem ciężko.
- Jeśli myślisz, że będziesz drzemał, podczas gdy ja będę się zwijał jak w ukropie, to jesteś w błędzie - wytknąłem język. Kyo uniósł brwi - Obudzę cię wcześnie, każę zrobić sobie śniadanie, a potem ubrać i uczesać w warkocze - gdy tylko otworzył usta, by coś powiedzieć, zatkałem mu je palcem - Nawet nie próbuj protestować. Jesteś mi coś winien, pamiętasz?
- Ty mały, wredny diable - mruknął, odsuwając moją dłoń od swojej twarzy - Jesteś okrutny.
- I vice versa, kochanie - zamruczałem z zadowoleniem - I vice versa.

   Następnego ranka jakoś nie miałem serca budzić mojego słodko śpiącego ukochanego, więc posyłając tęskne spojrzenie jego umięśnionym ramionom, które teraz zacisnęły się wokół mojej poduszki, samotnie zwlokłem się z łóżka i pomaszerowałem do kuchni, by przygotować nam śniadanie. Nigdy nie byłem mistrzem w te klocki, a gotowanie zawsze pozostawiałem kucharzom z pobliskiej restauracji, więc odpuściłem sobie przygotowywanie jajecznicy i dla własnego bezpieczeństwa zrobiłem jedynie tosty z serem oraz szynką. Na jakimś forum wyczytałem, że idealne uke powinno umieć gotować. I to dobrze gotować oraz zawsze przygotowywać to, co seme sobie zażyczy, zatem wychodziło na to, że byłem miernym ukeru, ale spójrzmy prawdzie w oczy - który z was byłby w stanie poświęcić się dla Kyo tak jak ja i udawać własną kuzynkę przez kilka dni? Podniesiony na duchu, pomaszerowałem z uśmiechem na twarzy i talerzem tostów w dłoniach do mojej sypialni. Odłożywszy tacę z jedzeniem na stół, przystąpiłem do skomplikowanego rytuału budzenia mojego mężczyzny.
- Kyo... - wyszeptałem, nachylając się nad na wpół nagim ciałem blondyna - Kochanie, musisz już wstać... - przesunąłem dłonią po jego odsłoniętej klatce piersiowej, a moje słonko jedynie zamruczało coś z niezadowoleniem i zrzuciło mnie ze swoich bioder, by przekręcić się na drugi bok - Tooru - wypowiedziałem nieco głośniej jego imię i popukałem go delikatnie po ramieniu - Czas wstawać.
- A gdzie mój buziak? - wymamrotał, nawet nie uchylając powiek. Parsknąłem cichym śmiechem i bez słowa sprzeciwu nachyliłem się nad wokalistą, by spełnić jego prośbę. Gdy tylko moje wargi lekko musnęły jego usta, chłopak zamknął mnie w mocnym uścisku swoich ramion i wciągnął do łóżka, na dodatek oplatając mnie nogami, bym na pewno mu nie uciekł. Zacząłem się szamotać, głośno się przy tym śmiejąc.
- K-kyo! - krzyknąłem pomiędzy drobnymi pocałunkami blondyna a spazmami śmiechu - Kyo!
- Coo...? - wymruczał leniwie, zaprzestając atakowania wargami moich ust i twarzy. Uśmiechnąłem się wesoło.
- Zapomniałeś, kto dzisiaj do nas przyjeżdża? - pogładziłem go po policzku. Wykrzywił się z niezadowoleniem.
- Rodzice, pamiętam. Ale nie chcę jeszcze wstawać... - mruknął, chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi. Z cichym westchnieniem pogłaskałem go po głowie.
- Miło tu i przyjemnie, ale nie zapominaj, że muszę się jeszcze przygotować i to raczej zajmie mi sporo czasu - pstryknąłem go w nos - A ty musisz mi pomóc.
- Pomogę ci, jeśli nie będziesz się niczym zakrywał, jak będę cię przebierał - postawił mi ultimatum, a moje policzki momentalnie pokryły się czerwonym rumieńcem.
- Dobrze... - zgodziłem się po chwili namysłu. Na twarzy jasnowłosego pojawił się wesoły uśmiech.
- Idź się kąpać, księżniczko, a ja zaopiekuję się naszym śniadaniem - usłyszałem, a już po chwili zostałem wyrzucony z ciepłego łóżka i popchnięty w stronę łazienkowych drzwi. Powlokłem się tam z miną skazańca. W tempie ekspresowym załatwiłem wszystkie czynności związane z ciepłą i pachnącą kokosem kąpielą, a następnie przystąpiłem do układania moich "nowych" włosów, co zajęło mi nieco więcej czasu. Moje jasne kosmyki nie chciały poddać się zakupionej wcześniej lokówce, jednak po długich wojażach z nieszczęsnym sprzętem wreszcie udało mi się ułożyć fryzurę tak, jak pokazała mi wczoraj czesząca mnie fryzjerka. Co prawda efekt nie był tak dobry, jak ten z salonu fryzjerskiego, jednak całkowicie mnie usatysfakcjonował. Dumny ze swoich nadzwyczajnych umiejętności, powróciłem do sypialni. Pijący kawę Kyo zagwizdał z uznaniem.
- Wyglądasz ślicznie - wymruczał znad parującego kubka. Posłałem mu promienny uśmiech.
- Nawet nie wiesz, jak długo walczyłem z tym ustrojstwem... - podszedłem do komody zawalonej damskimi ubraniami i zacząłem przebierać w zakupionych przez nas wczoraj sukienkach.
- Efekt jest wspaniały - pochwalił mnie i upił łyk gorzkiego napoju - Załóż tę bladoróżową z koronką, którą wczoraj wybrałeś - polecił - I ten granatowy kardigan. I ten pasek z różyczką. I rajstopy w kropki.
- Dlaczego akurat to? - spojrzałem na niego ze zdziwieniem. Blondyn wzruszył ramionami.
- Wydaje mi się, że będzie ci w tym do twarzy - mruknął w odpowiedzi - Wczoraj widziałem w telewizji dziewczynę ubraną w podobny strój i wyglądała ślicznie. A potem ktoś ją zgwałcił.
- Czy mi się wydaje, czy planujesz podobną akcję? - parsknąłem, przekopując stertę ubrań w poszukiwaniu wybranej przez Kyo sukienki oraz swetra.
- Być może... - powiedział tajemniczo.  Nie potrafiłem pohamować uśmiechu, który cisnął mi się na usta.
- Wręcz nie mogę się doczekać... - wymruczałem, układając odnalezione rzeczy na stojącym nieopodal krześle. Kyo odłożył pusty kubek na szafkę nocną i podszedł do mnie, by następnie szybkim ruchem dłoni pozbawić mnie ręcznika, skrywającego moją nagość. Westchnąłem, kiedy przesunął dłonią po mojej klatce piersiowej.
- Od czego zaczynamy? - spytał, z wątpliwością zerkając na ubrania przewieszone przez oparcie fotela. Sięgnąłem po biały koronkowy stanik i podałem mu go. Uniósł brwi - I co ja mam z tym teraz zrobić?
- Masz pomóc mi to założyć - parsknąłem, odwracając się tyłem do niego. W odbiciu lustra, wiszącego na ścianie naprzeciwko mnie, widziałem wątpliwe spojrzenie Kyo, wpatrującego się we fragment bielizny. Nie potrafiłem powstrzymać śmiechu.
- To nie jest śmieszne - mruknął poważnie, podając mi stanik - Sam to sobie załóż, a ja spróbuję zapiąć.
Odgarnąłem włosy na ramię i przystąpiłem do jakże skomplikowanej czynności zakładania biustonosza, która pokonała mojego mężczyznę. Jednak z zapinaniem stanika nie miał aż tak wielkich problemów.
- Masz zamiar to czymś wypchać? - spytał, zerkając na moje odbicie w lustrze. Skinąłem delikatnie głową.
- Kupiłeś wkładki. Powinny pasować - odparłem i sięgnąłem po jasne bokserki. Wokalista spojrzał na mnie z kpiną.
- Naprawdę chcesz włożyć to pod rajstopy? - westchnął z dezaprobatą.
- Nie mam innego wyjścia - wzruszyłem ramionami - Sukienka jest długa, zakryje je.
- Zdaję się na ciebie - uniósł dłonie w obronnym geście - W końcu to nie ja będę w tym paradował.
Wywróciłem oczami i w pośpiechu wsunąłem bokserki na swoje biodra, a następnie spojrzałem z ukosa na opakowanie jasnych rajstop w kropki. Wspominałem już, że żałuję swojej decyzji?
- Na co czekasz? - ponaglił mnie Kyo i podał mi pudełko z rajtuzami - Same się nie włożą.
- Chyba jednak nie chcę tego zakładać... - mruknąłem cicho. Kiedy napotkałem nieustępliwe spojrzenie Niimury, bez słowa sprzeciwu otworzyłem opakowanie i posłusznie usiadłem na krawędzi łóżka, by następnie zabrać się za mozolne wsuwanie rajstop na swoje nogi.
- Grzeczny chłopiec - pochwalił mnie Tooru, który aktualnie opierał się o komodę, starając się odpalić papierosa.
- Nie pal w sypialni - skarciłem go. Parsknął krótkim śmiechem.
- Zachowujesz się jak prawdziwa kobieta - wyszczerzył się - Może zaraz dostanę ochrzan za to, że jadłem śniadanie w łóżku?
- Zabiję cię, jeśli nakruszyłeś na moją połowę - z trudem zdusiłem w sobie śmiech. Kyo pokręcił głową z dezaprobatą i zaciągnął się papierosem, który wreszcie udało mu się odpalić. Zamruczał, gdy dym wypełnił jego płuca.
- Boże, jakie to jest obcisłe... - wstałem, naciągając szorstki materiał na swoje biodra - I takie niewygodne.. - jęknąłem.
- Jeśli chcesz być piękny, musisz cierpieć - mruknął i podał mi bladoróżową sukienkę. Z założeniem jej nie miałem żadnych problemów.
- Zapniesz? - odwróciłem się plecami do niego - Tylko nie przepal mi jej, odłóż fajkę.
- Wszystko pod kontrolą - sprawnie zasunął suwak mojej kreacji - Voila. Wyglądasz wspaniale, księżniczko. Dla ciebie nawet mógłbym zmienić orientację.
Z cichym westchnieniem powlokłem się ku wiszącemu na jednej ze ścian lustru i krytycznie się w nim przejrzałem.
- Lepiej nie będzie... - sięgnąłem po wąski pasek z różyczką i oplotłem się nim w pasie, a następnie narzuciłem na siebie granatowy kardigan, który podał mi Kyo.
- Uwierz mi, wyglądasz naprawdę słodko. I przekonywująco. Gdyby ktoś mi powiedział, że jesteś mężczyzną, nie uwierzyłbym... - stojący za mną wokalista oplótł mnie ciasno ramionami i złożył drobny pocałunek na mojej szyi. Westchnąłem, opierając głowę o jego obojczyk.
- Mam to potraktować jako komplement? - spojrzałem na jego odbicie.
- Naturalnie... - delikatnie pogłaskał mnie po brzuchu. Ponownie cicho westchnąłem - Rozchmurz się, kochanie. Powiedziałem już, że ci to wynagrodzę.
- Zrobisz wszystko, o co cię poproszę? - odwróciłem się twarzą w jego stronę. Blondyn wolno skinął głową - Dobrze! - na mojej twarzy odmalował się uśmiech. Wokalista pogłaskał mnie po policzku.
- Poradzisz sobie z makijażem? - spytał, zjeżdżając opuszkami palców na moją szyję. Kiwnąłem głową w odpowiedzi.
- Oczywiście - odparłem - Ale nie jestem pewien, czy ty poradzisz sobie z ogarnianiem salonu.
- Dam radę - pocałował mnie w czoło - Ale najpierw wezmę prysznic.
Zapowiada się ciężki dzień...