Tytuł: Nakigahara
Pairing: Aoi x Uruha, Aoi x Shinya
Typ: oneshot
Gatunek: angst
Byłeś dla mnie mężczyzną, któremu chciałem poświęcić całe swoje życie. Tym jedynym, który usidlił mnie przy sobie na dłużej niż kilka ulotnych, upojnie spędzonych chwil. Jedyne, czego wówczas pragnąłem, to to, by moje szczęście trwało wiecznie. Wyciągałem po nie ręce, chwytałem garściami, by mieć go na zapas. Nie chciałem złotej rybki, ani dżina z lampy, gotowego spełnić dla mnie siedem absurdalnych życzeń. Potrzebowałem jedynie ciebie, twojej obecności i miłości. Pragnąłem mieć ciebie przy sobie każdego dnia, każdej minuty, każdej sekundy... Nigdy nie miałem cię dość. Wciąż łaknąłem więcej, spragniony lgnąc do twojego ciepła, twoich dłoni. Byłem zafascynowany twym nierealnym pięknem i słodkim zapachem, który omamiał moje zmysły do tego stopnia, że byłem w stanie zrobić wszystko i jeszcze więcej, gdybyś tylko mnie o to poprosił. Zamknięty w twych ramionach czułem się wyjątkowy, jedyny i niepowtarzalny. Unikatowy....
To ja cię kochałem
Pragnąłem, byś wiedział, że traktuję nasz związek poważnie, a ty jesteś dla mnie wszystkim. Dawałem ci tego dowód na każdym kroku. Pomagałem ci dojść do mieszkania za każdym razem, gdy sam nie byłeś w stanie utrzymać się na nogach. Obejmując cię ramieniem, doprowadzałem cię do miękkiego łóżka, pomagając ci się ułożyć na satynowej pościeli, którą wspólnie wybraliśmy podczas jednej z wizyt w markecie. Drżącymi z podniecenia rękoma rozpinałem guziki twojej koszuli na tyle delikatnie, by nie obudzić cię swoim dotykiem mimo, iż wtedy miałem ochotę przyprzeć cię do posłania i pieścić, i całować te twoje kształtne wargi. I w istocie, zawsze to tak się kończyło. Nigdy miałeś mi za złe, że wyrywałem cię z płytkiego snu, by zwrócić twą uwagę na moje spragnione twych dłoni ciało. Kochaliśmy się godzinami, nigdy nie nudząc się sobą wzajemnie...
To mnie na tobie zależało
Chciałem spędzać z tobą każdą wolną chwilę, by nacieszyć się tobą, twoją obecnością, miękkością twoich malinowych warg... I nigdy nie było mi dość. Wówczas potrzebowałem cię jak powietrza, którym oddycham - bez ciebie dusiłem się, chwytałem za gardło, rozpaczliwie starając się zaczerpnąć oddechu. Źle przeżywałem nawet krótkie chwile rozłąki - podczas koncertów brakowało mi twoich dłoni, wtedy czule pieszczących gitarowe struny. Boże, gdybyś wiedział, jaką zazdrość odczuwałem o te rozciągnięte kawałki metalu - sunąłeś po nich palcami z taką pasją, jakby nie był to zwykły przedmiot, tylko żywy, świadomy twego dotyku organizm. Oddalony o ciebie o jedyne kilka metrów, posyłałem ci tęskne spojrzenia. Żaden ze stojących pod sceną ludzi nie liczył się dla mnie, wszyscy byli tak samo bezwartościowi. Byłeś niezbędny do tego, bym normalnie funkcjonował. Z dala od ciebie wariowałem. Straciłem dla ciebie głowę...
To ja cię pożądałem
Pomimo upływu czasu, dalej pamiętam naszą pierwszą randkę tak dokładnie, jakbyśmy umówili się ze sobą zaledwie wczoraj, wiesz? Wpadłem do twojego mieszkania mocno spóźniony, w ubłoconych butach, rozwianych włosach i rozmazanym makijażu. W ostatniej chwili nawalił mój samochód i zdecydowałem przejść się do ciebie pieszo - zaaferowany tym, że ma być to nasze pierwsze spotkanie sam-na-sam, nie zauważyłem ciężkich chmur, zwisających nad Tokio od samego rana. A ty, zamiast przywitać się ze mną i ucałować mnie w czółko na dzień dobry, rzuciłeś się po mop, by zetrzeć ślady butów ze swoich niedawno kupionych paneli. Nie wydawałeś być się za to zły, jednak ja i tak przepraszałem cię bardzo długi czas, póki nie zatkałeś mi ust swoimi własnymi wargami, a następne nie wyszeptałeś tych magicznych dwóch słów, które zawsze tak bardzo chciałem od ciebie usłyszeć...
To ty mnie kochałeś
Nie mogłem powstrzymać łez, gdy wpatrywałem się w połyskujący białym złotem pierścionek. Wsuwając mi go na serdeczny palec, zadałeś mi pytanie, na które odpowiedź była oczywista - "Tak". Gdy mi się oświadczałeś, zapomniałem wszystkich innych słów - szeptałem gorączkowo potwierdzenie, przeplatając je twoim imieniem i zapewnieniem o wiecznej miłości. Scałowywałeś łzy z moich policzków i warg, uśmiechając się pod nosem, rozbawiony moją reakcją - wiedziałeś, że jestem bardzo uczuciowy, ale nie spodziewałeś się, że się rozkleję. Wtulony w twój umięśniony tors i ciasno owinięty twoimi ramionami, w ogóle nie zwracałem uwagi na kropiący na nas deszcz i fakt, że stoimy na pustkowiu, przy wraku naszego samochodu.
To tobie na mnie zależało
I nawet wtedy, gdy byłem w pełni świadom, iż wypowiadane przez ciebie słowa nie są prawdą, chętnie spijałem kłamstwa z twoich ust, mamiąc się tym, że któregoś dnia spełnisz wszystkie dane mi obietnice. Mieliśmy przecież tak wspaniałe plany, mieliśmy dzielić ze sobą przyszłość - tak mi wmawiałeś... Kiedy na moim sercu pojawiła się pierwsza, dostarczająca niewyobrażalnego bólu rana, nie przestałem marzyć o wspólnym mieszkaniu, meblach, rzeczach... Wspólnym życiu. Wierzyłem dalej w złożone obietnice nawet w chwili, w której wykrzyczałeś mi w twarz, że mnie nienawidzisz, jednocześnie wrzucając do torby wszystkie swoje ubrania, porozrzucane po moim mieszkaniu. Zachowywałeś się tak, jakbym to ja był wszystkiemu winien. Ale przecież...
To ja cię straciłem
Świat wokół mnie przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, gdy ujrzałem obcego mężczyznę w naszym łóżku, wtulonego w twój bok. Leżał po mojej stronie posłania, pieścił swoimi wargami twoje ramię, które to zawsze ja delikatnie gładziłem tuż przed snem. Czemu on bezcześcił swoją obecnością to, co zwykłem nazywać moim? Delikatny uśmiech na twojej twarzy i usta, szepczące te dwa, zarezerwowane dla mnie słowa, teraz skierowane w jego stronę, rozerwały moje serce na strzępy. Nie myśląc zbyt wiele, uchyliłem szerzej drzwi, za którymi do tej pory się skrywałem, uważnie was obserwując i wykrzywiłem usta w gorzkim uśmiechu. "Dzień dobry, kochanie" wyszeptałem, a głos mi drżał. Wtulony w ciebie mężczyzna, który usilnie próbował ci mnie zastąpić, gwałtownie podniósł się z łóżka i zakrywając się prześcieradłem, posłał mi zdziwione spojrzenie. "Uruha?" spytał z niedowierzaniem, jakby nie spodziewając się, że kiedykolwiek mnie zastanie w tym domu. W moim domu. Kiwnąłem głową, nie zwracając uwagi na łzy, wytyczające mokre szlaki na moich policzkach. "Może herbaty, Shinya?" wysyczałem, siląc się na ironiczny uśmieszek. Puściły mi nerwy, gdy wyciągnąłeś rękę w moim kierunku, szepcząc miękko, że to wcale nie jest tak, jak myślę. A jak jest, Aoi? Może jeszcze będziesz próbował mi wmówić, że coś sobie uroiłem?
To ty mnie zniszczyłeś
Nie mogłem dojść do siebie po tym, co ujrzałem w naszej wspólnej sypialni. Spakowałem i wyprowadziłem się jeszcze tego samego dnia, gdy ta dziwka - jak od tamtej chwili zwykłem go nazywać - zniknęła mi z oczu. Nie zwracałem uwagi na twoje marne próby wytłumaczenia się z tej sytuacji. Zbyt dobrze wiedziałem, że każde padające w tej chwili z twoich ust słowo, jest tylko kłamstwem. Z całych sił starałeś się utrzymać mnie przy sobie. Dziwiłem się tylko - dlaczego? Przecież wyzbyłeś się mnie ze swojego życia w chwili, gdy szeptałeś Terachiemu swoje miłosne zapewnienia. Nie ma miejsca na nas dwóch w twoim sercu, Yuu, a ty już dawno dokonałeś wyboru, pieczętując go upojnym seksem z perkusistą na moim łóżku. Jeśli twoje słowa choć w części były prawdą i to Shinya jako pierwszy proponował ci wspólną noc - powinieneś był mu odmówić, pamiętając, że złożone przysięgi działają w obie strony i ty przynależysz do mnie, tak samo jak i ja jestem twoją własnością. Jak niby mogłem uwierzyć w twoje słowa, kiedy nie zwracając uwagi na konsekwencje zburzyłeś świat, który wspólnie budowaliśmy przez kilka poprzednich lat?
To ty mnie zabiłeś
Od tamtej chwili już nie żyłem - po prostu egzystowałem, lawirując pomiędzy ladami kolejnych barów. Wypijałem szklankę za szklanką, próbując zatopić smutki w alkoholu, lecz z marnym skutkiem - stałem się jedynie sensacją dla tabloidów, moje zdjęcia pojawiały się w prasie i krążyły po internecie. Obcy ludzie podchodzili do mnie, próbując zamienić ze mną choć słowo, lecz spomiędzy moich warg nie wydobyło się nic innego, niż niewyraźny bełkot. Pogrążony w rozpaczy, nie przejmowałem się tym, że niszczę dobre imię zespołu. Odciąłem się od was, tak samo jak i od reszty świata zewnętrznego - obudowa mojej komórki zniknęła w odmętach studzienki kanalizacyjnej, a zasilająca ją bateria zapewne wypadła mi z kieszeni podczas wizyty w jednym z barów. Pierścionek skończył w koszu na śmieci, w otoczeniu innych, równie bezwartościowych rzeczy. Tam również spoczęły szczątki mojego rozszarpanego na drobne kawałeczki serca...
To ty mnie zabiłeś...
Piękne! Poryczałam się, jak bóbr. Aoi to totalny skór***, żeby tak traktować Uru.
OdpowiedzUsuńŻyczę weny i czekam na więcej, bo bardzo mi się podobało.
Pozdrawiam
Zacznę od tego, ze nie jestem fanką ff, szczególnie z tG. W sumie nie wiem dlaczego zabrałam się za to, może dlatego, że zachęcił mnie paring.. Mój ulubiony paring z tG i.. drugi raczej mi nie znany, ale fakt, że zasugerowało mi to coś w rodzaju, że Aoi będzie się "dziwczył" (takie słowo w ogóle istnieje?XD)chyba przekonał mnie... i nie żałuję! Kocham opowiadania w takim stylu. Takie pełne emocji, smute i... bez happy endu! Jestem zachwycona i jest to jeden z nielicznych ff, który lubię, więc jak jeszcze kiedyś znajdę trochę czasu na pewno przeczytam więcej twoich ficków.
OdpowiedzUsuńSzczerze wolałabym żeby role były odwrócone i to Aoi był tym pokrzywdzonym, ale tak czy inaczej świetne.
Pozdrawiam, negsuri.blogspot.com