Tytuł: Względnie szczęśliwy.
Pairing: Obecnie Aoi x Uruha.
Typ: Opowiadanie złożone z kilku partów.
Ostrzeżenia: Sceny erotyczne, wulgarny język.
Jestem szczęśliwy w swoim związku - powtórzyłem w myślach po raz kolejny i sięgnąłem po stojącą na drugim końcu stolika butelkę, by napełnić swoje usta złotawym, palącym przełyk płynem. Jestem szczęśliwy w swoim związku, jestem szczęśliwy w swoim związku i kocham Yuu, który jest pieprzonym ideałem. Z cichym westchnieniem ponowiłem poprzednią czynność i ułożyłem głowę na stoliku. Chłód bijący od jego blatu złagodził moją migrenę, jednak nic nie podziałałoby na nią tak dobrze, jak pudełko tabletek przeciwbólowych, których jest pełno w moim mieszkaniu. W którym jest też i napalony Shiroyama, więc czemu mnie tam nie ma?! Ach, no tak. Bo jestem szczęśliwy w swoim związku. Zaraz, Takashima, chyba pomyliłeś kwestie. To jesteś szczęśliwy w tym związku, czy jednak nie i to dlatego teraz szlajasz się po rozmaitych klubach, wypijając szklankę szkockiej za szklanką? Czy nie chciałbyś, aby Yuu gładził teraz twoją rozpaloną skórę, ssał stwardniałe sutki, a potem zajął się twoją błagającą o odrobinę uwagi, sterczącą męskością? Chciałbyś tego, pragniesz seksu, właściwie to pragniesz stosunku z kimkolwiek. Chcesz tylko zaspokoić swoje dzikie żądze, nic poza tym. I to dlatego tutaj siedzisz. Czekasz na jakiegoś frajera, który połasi się na pijaną, zapłakaną potworę, topiącą swoje smutki w wiadrze z whisky. Jesteś żałosny, Takashima. Jesteś żałosną kurwą, która nie potrafi docenić tego, co posiada i wciąż zachłannie prosi o więcej.
Owszem, jestem. Dlatego, kiedy do mojego stolika dosiadł się niezbyt przystojny przyjemniaczek, zamiast poczęstować go słodkim "zabieraj stąd swoja dupę", okraszonym odpowiednią dawką przekleństw, pozwoliłem mu naruszać moją przestrzeń osobistą. Był równie pijany i zdesperowany co ja, jednak na pewno nie wyglądał lepiej ode mnie - miał przekrwione oczy, zaczerwieniony nos i poważnie trąciło od niego alkoholem. Nie zwracałem na to uwagi i udałem się za nim do toalet, kiedy poprosił mnie o przysługę. Zamknąłem się wraz z nim w jednej z kabin i posłusznie uklęknąłem na zimnych kafelkach, pozwalając mu na wplecenie swoich brudnych palców pomiędzy moje wypielęgnowane, pofarbowane na rudy kolor loki. Bez obrzydzenia zamknąłem usta na jego niewielkim, zaczerwienionym kutasie i zacząłem go ssać. Ssać bez opamiętania, poruszając przy tym głową i zamykając powieki. Kiedy mu obciągałem, nie wyobrażałem sobie sylwetki rozpalonego do granic czerwoności Yuu - o dziwo nie miałem problemów z przyswojeniem wiadomości, iż właśnie opierdalam laskę jakiemuś frajerowi, którego poznałem pięć minut temu w barze. To nie miało dla mnie znaczenia, liczył się dla mnie tylko obrzydliwie gorzki smak jego spermy, gdy spuścił się w moje usta. Nie potrafiłem przełknąć jego soków, nachyliłem się nad muszlą klozetową i wyplułem tam zawartość swoich ust. Mimo to, chłopak wydawał się być usatysfakcjonowany, nawet wyciągnął z portfela jakieś drobniaki i wcisnął mi je do ręki, kiedy opuszczał kabinę. W osłupieniu przyjrzałem się trzymanym przez siebie monetom i przeliczyłem je. Świetnie. Nie dość, że zostałem kurwą, to jeszcze wyjątkowo tanią kurwą, która chętnie obciąga kutasy za równowartość jednego drinka z najniższej kategorii.
Gdy już miałem podnieść się z podłogi, coś szalenie zawibrowało w mojej kieszeni. Niechętnie sięgnąłem po moją komórkę. Na jej wyświetlaczu pojawiało się zdjęcie Yuu, które zrobiłem mu kilka dni temu oraz jego numer telefonu. Odebrać, czy nie odebrać? Oto jest pytanie. Nawet, jeśli odbiorę, to co mu powiem? "Cześć, kochanie, właśnie skończyłem obciągać jakiemuś frajerowi w barze, zaraz ładuję dupę w taryfę i za chwilkę będę w domu"? To nie przejdzie. Z rezygnacją odrzuciłem połączenie i wyłączyłem aparat. Nie potrafiłem wyznać Shiroyamie prawdy nawet, jeśli nie miałem oporów przed tym, by zrobić loda kompletnie obcemu facetowi. Aoi był szczęśliwy u mojego boku, a ja, nie potrafiąc oprzeć się jego wesołemu uśmiechowi, udaję, że go kocham. Pozwalam się pieścić i niczym specjalnie zaprogramowany robot powtarzam, że jest spełnieniem moich marzeń, a ja chcę spędzić resztę swojego życia u jego boku. I w ten oto sposób wygląda moje życie od ładnych trzech lat. Co tydzień szlajam się po różnych klubach, pijąc na umór i kurwiąc się z nowo poznanymi mężczyznami. Od czasu do czasu nie kończy się tylko na symbolicznym "lodzie" i idę na całość, dając się pieprzyć w publicznych toaletach. Już niżej upaść nie mogłem.
Z ciężkim westchnieniem dźwignąłem się na nogi i szybkim ruchem dłoni wrzuciłem garść brzęczących monet do muszli klozetowej. Jestem kurwą, ale nie prostytutką. A to zasadnicza różnica.
Opuściłem kabinę i udałem się w stronę umywalek, aby przemyć twarz chłodną wodą. Nie przyniosło to żadnych pozytywnych rezultatów - wciąż byłem wrakiem człowieka, z tym, że teraz byłem wrakiem człowieka z zamoczoną kurtką i jeszcze bardziej rozmazanym makijażem. Machnąłem ręką na swój obecny stan i nieco chwiejnym krokiem opuściłem toalety. Siedzącym w kącie pomieszczenia brodatym mężczyznom nie przeszkadzał tragiczny wygląd - oblizali lubieżnie swoje popękane wargi, znajdując w mojej sylwetce coś pociągającego i zagwizdali na mnie. Wywróciłem oczami i pozdrowiwszy ich swoim środkowym palcem, opuściłem lokal.
Tej nocy chłód zdawał się być nie do zniesienia. Gdy tylko opuściłem wnętrze baru, zimne powietrze uderzyło we mnie, wprawiając moje ciało w drżenie. Było zimno, zimno jak skurwysyn, a fakt, że wokół nie przejeżdżała absolutnie żadna taryfa tylko jeszcze bardziej mnie zdołował. Mam wracać do domu na piechotę w takie zimno? Dobre żarty.
Stanąłem na krawędzi chodnika i wyciągnąłem dłoń, chcąc złapać któryś z przejeżdżających obok samochodów, lecz wszyscy kompletnie ignorowali moją obecność, zapewne spiesząc się do domów i swoich rodzin albo brzydząc się jakąś pijaną kurwą z rozmazanym makijażem. Ta druga opcja wydawała się bardziej prawdopodobna, a kiedy miałem zabrać dłoń i poddać się całkowicie, zatrzymał się przede mną czarny, sportowy samochód. Wyglądał dosyć znajomo, a gdy jedna z jego szyb uchyliła się, ukazując twarz Shiroyamy, zachwiałem się na nogach. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Czemu, do jasnej cholery, on nie siedzi w domu, grzecznie czekając na mój powrót?! Przygryzłem nerwowo dolną wargę i pozwoliłem lśniącym lokom przysłonić moją twarz.
- Wsiadaj... - jego głos był cichy i przygaszony, jednak nie usłyszałem w nim nutki złości - Wsiadaj - ponaglił mnie, kiedy nie wykonałem nawet najdrobniejszego ruchu, by spełnić jego rozkaz. W końcu jednak jakby ocknąłem się i wyciągnąłem dłoń, by otworzyć sobie drzwi, a następnie wsiadłem do samochodu i jak na grzecznego chłopca przystało, zapiąłem pas. Yuu już więcej się nie odezwał, po prostu zacisnął swoje słodkie, malinowe wargi w wąską kreskę i ruszył z miejsca, uprzednio wyłączając światła awaryjne.
Przymknąłem powieki i oparłem głowę o ogrzewany fotel. Co mu teraz powiem? Jak wytłumaczę swoją obecność w tym obskurnym barze? Jak usprawiedliwię to, dlaczego jestem napruty jak messerschmit i czemu, do jasnej cholery, wyglądam jak po ostrej orgii w klubie dla gejów?!
Jednak on nie oczekiwał ode mnie wyjaśnień. Po prostu milczał, czujnym okiem obserwując sytuację na drodze. O czym teraz myślał? Czy wreszcie domyślił się wszystkiego? Och, ile dałbym za to, by poznać myśli kłębiące się w głowie Shiroyamy...
- O czym myślisz...? - spytałem nieśmiało i wolno uchyliłem powieki. Yuu spojrzał na mnie przez chwilę i odwrócił głowę, by ponownie skupić swój wzrok na drodze przed nami.
- O tobie... - wyznał szczerze, mocniej zaciskając palce na kierownicy - Kouyou, co cię podkusiło, żeby przychodzić do tak obskurnego miejsca i to jeszcze o tak później porze? Przecież coś mogło ci się stać, ktoś mógł cię skrzywdzić... Wiesz, jak się o ciebie martwię, gdy tak znikasz? Nigdy nie wiem, gdzie możesz być, nie masz jakiegoś takiego stałego miejsca, w którym pojawiasz się, gdy coś cię trapi... Ty po prostu zaszywasz się w lokalach takich jak ten i pijesz, pijesz na umór. Alkohol to nie rozwiązanie, Uruha...
- Przynajmniej nie ćpam - mruknąłem, jednak było to wątpliwe pocieszenie, które tylko jeszcze bardziej rozjuszyło Aoi'ego. Prychnął cicho i posłał mi krótkie, zirytowane spojrzenie. Przesadziłem. Muszę być ostrożniejszy...
- Jesteś alkoholikiem, ale przynajmniej nie ćpasz i się nie kurwisz! Brawo Takashima, możesz być z siebie dumny! - syknął. Mylisz się, Shiroyama. Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz...
- Nie krzycz... - szepnąłem i wyciągnąłem ku niemu dłoń, którą czarnowłosy od razu chwycił.
- Przepraszam... - odpowiedział, czule gładząc moją rękę.
Nagle poczułem, jak zaczynają mnie piec oczy. Odwróciłem głowę w stronę szyby i mocno zacisnąłem zęby na mojej dolnej wardze. W mojej głowie zrodziło się teraz mnóstwo pytań, których wcześniej sobie nie zadawałem. Dlaczego ja tak właściwie go zdradzam? W chwili obecnej, nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Dlaczego? Nie wiem. Po prostu to robię. Czegoś brakuje mi w tym związku, ale do jasnej cholery czego, skoro Shiroyama to chodzący ideał, który w dzień jest czułym i troskliwym kochankiem, zaś w nocy zamienia się w pełną erotyzmu, seksualną bestię? Czego więcej mógłbym oczekiwać od tego mężczyzny, skoro już osiągnął apogeum doskonałości?
Być może powodem mojego niezadowolenia jest ten perfekcjonizm, który wprowadził do naszego związku rutynę? Każdy dzień wygląda przecież tak samo - rankiem jestem budzony i karmiony przez Shiroyamę, później razem wychodzimy do pracy, a wieczorem kochamy się w łóżku. Zawsze w łóżku. Wiele razy prowokowałem Yuu, by zaliczył mnie w innym miejscu, niż nasza sypialnia, jednak on jest staroświecki i uznaje seks na stole kuchennym jako abstrakcyjne oraz niemoralne zjawisko. Inni mężczyźni, z którymi spotykałem się w niewiedzy Aoiego, brali mnie w różnych miejscach i różnych pozycjach, na dodatek nie byli tacy delikatni, jak on. Jednak ból w trakcie stosunku nie przeszkadzał mi, wręcz przeciwnie - jeszcze bardziej mnie nakręcał i potęgował doznania. Było to dla mnie coś nowego. Coś, czego jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczyłem i zakochałem się w tym słodkim cierpieniu już od pierwszej chwili. Shiroyama, gdy prosiłem go o coś podobnego, nigdy nie potrafił mi tego dać. Zatem zacząłem szukać mężczyzn, którzy będą spełniać wszystkie moje seksualne zachcianki - od SM aż po lateksowe spódniczki i gumowe wibratory. Być może byłem jedynie dziwką w ich oczach, ale nie miało dla mnie to żadnego znaczenia. Nie obchodziło mnie ich zdanie na mój temat, liczyła się tylko przyjemność i satysfakcja, którą mi dawali. To, że po seksie zostawiali mnie bez słowa, schodziło na dalszy plan. Adrenalina i dziki orgazm wynagradzały mi wszystko, czego się dopuścili po stosunku.
Kiedy zajechaliśmy na miejsce, Aoi zatrzymał samochód na podjeździe, a następnie opuścił pojazd i okrążył go, by otworzyć przede mną drzwi. Podziękowałem mojemu dżentelmenowi bladym uśmiechem, po czym skierowałem się w stronę wejścia do naszego domu. Był niewielki, ale nowoczesny i od razu przypadł nam do gustu. Pamiętam, że nie musieliśmy zbyt długo zastanawiać się nad jego kupnem - klucze do niego odebraliśmy tego samego dnia, w którym go oglądaliśmy. Cena nie grała dla nas roli, wprowadziliśmy się niemal od razu.
Gdy zatrzymałem się przed wejściem, wyciągnąłem dłoń i nacisnąłem klamkę, a drzwi magicznie ustąpiły pod naporem mojej ręki. Wiedziałem, że Yuu jak zwykle zapomniał zamknąć je na klucz. Nigdy tego nie robił. Zawsze, gdy się spieszył, wychodził z domu w takim stanie, w jakim się w danej chwili znajdował. Potrafił opuścić mieszkanie w samej pidżamie i udać się do sklepu, bo podczas popołudniowych zakupów zapomniał o tabliczce białej czekolady dla mnie.
Wszedłem do środka budynku, a czarnowłosy podążał tuż za mną. Gdy tylko zamknąłem za nami drzwi wejściowe, gitarzysta niespodziewanie przyparł mnie do jednej ze ścian w przedpokoju i przesunął nosem po odsłoniętej skórze na mojej szyi, zaś swoje dłonie oparł po obu stronach mojej głowy. Mimowolnie westchnąłem, delikatnie przymykając przy tym powieki.
- Musimy porozmawiać, Uruha... - wyszeptał, muskając wargami skórę mojego obojczyka.
- O czym...? - spomiędzy moich warg uszedł cichy jęk, gdy czarnowłosy stanowczo rozchylił moje nogi, by zagłębić pomiędzy nimi swoje kolano i lekko potrzeć nim moje krocze. Jego poczynania skutecznie rozpraszały moje myśli...
- O twoich notorycznych "ucieczkach"... - odpowiedział, zjeżdżając dłońmi na mój tors, który zaczął masować przez materiał ciemnej koszulki. Popatrzyłem na niego spod rzęs - Dlaczego to robisz...?
- Wiesz, że mam problemy z alkoholem, a w domu nie pozwalasz mi pić... - skłamałem bez chwili wahania - To silniejsze ode mnie. Nawet nie wiem, kiedy wychodzę i w jaki sposób znajduję się w barze...
- Mh... - mruknął w odpowiedzi. Wydawał się być przekonany moim kłamstwem - Powinieneś pójść z tym problemem do lekarza... - odparł po chwili.
- Chcesz mnie wysłać na odwyk? - uniosłem brwi w zdziwieniu i westchnąłem, kiedy palce Yuu musnęły moje stwardniałe sutki.
- Chcę ci pomóc. Nieważne w jaki sposób. Twoje zdrowie jest dla mnie najważniejsze.
- Wątroba jest tylko jedna, wiem - wywróciłem oczami, nagle przypominając sobie kolejną z reprymend Yutaki. Chyba naprawdę zacząłem wczuwać się w odgrywany przez siebie teatrzyk, jednak działało to tylko na moją korzyść. Będę dużo bardziej wiarygodny - Brzmisz jak Kai!
- Nie chodzi mi tylko o twoją wątrobę, Uruha... - przyznał cichym szeptem i gestem zmusił mnie do spojrzenia sobie prosto w oczy, które wyrażały teraz głęboki smutek - Nie widzisz tego, jak bardzo się ode mnie oddalasz? Jeszcze niedawno spędzaliśmy razem każdy wieczór, a teraz praktycznie częściej jesteś poza domem niż u mojego boku... - rozpaczliwie musnął moje wargi i przylgnął do mnie całym ciałem, by poczuć moje ciepło - Nie mogę pozwolić ci tak po prostu się rozpaść... Zbyt wiele dla mnie znaczysz, bym mógł cię zostawić sam na sam z tym nałogiem, więc proszę, zdecyduj się na podjęcie leczenia. Będę cię wspierał. Wyjdziesz z tego, obiecuję... - mocno objął mnie ramionami i przycisnął do swojego umięśnionego torsu. Z cichym westchnieniem odwzajemniłem uścisk, a następnie wtuliłem nos w zagłębienie w jego szyi. Nieświadomie zaciągnąłem się jego zapachem, który otumanił mnie niemal w takim samym stopniu, jak pity niedawno alkohol - Zrobisz to dla mnie? - przesunął dłonią po moich plecach w uspokajającym geście i zakradł się chłodną dłonią pod koszulkę. Moje ciało zareagowało niemal od razu, po łopatkach przebiegł mi przyjemny dreszcz, a spomiędzy delikatnie uchylonych warg uszedł cichy pomruk.
- Zastanowię się... - odparłem po chwili wahania i objąłem ustami miękką skórę na obojczyku czarnowłosego, zostawiając po sobie czerwony, wezbrały krwią chłopaka ślad.
- Kouyou... - ton głosu gitarzysty zdradzał, iż on wcale nie jest on usatysfakcjonowany moją odpowiedzią i oczekiwał czegoś innego. Z ciężkim westchnieniem wysunąłem się z jego uścisku i okrążyłem go. Ta rozmowa mnie wyczerpywała. Nie mogłem po prostu przystać na propozycję chłopaka - w końcu jak mam wyleczyć coś, czego u mnie nie zdiagnozowano? Problem nie leży w moim zamiłowaniu do alkoholu, lecz w mojej głębokiej depresji, która popycha mnie do zaglądania do kieliszka. Jednak nawet i jej nie zamierzam wyeliminować - obecny stan rzeczy mi odpowiada. Póki co...
- Porozmawiamy o tym jutro - szepnąłem na odchodnym, nawet nie patrząc na kochanka przez ramię. Czułem jego intensywny i zrozpaczony wzrok na swoich plecach, ale nie odwróciłem się w jego stronę. Tylko mocniej zacisnąłem wargi i przygryzłem dolną, nabrzmiałą od pocałunków wargę.
Tę noc spędziliśmy w osobnych pokojach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz