wtorek, 11 grudnia 2012
Jesteś słoneczkiem, kochanie [cz I/II]
Tytuł: Jesteś słoneczkiem, kochanie.
Pairing: Kyo x Shinya.
Typ: Dwupartówka.
Ostrzeżenia: Łagodne sceny erotyczne, nikłe przekleństwa, Die w lateksie i mnóstwo słodyczy.
Po ciężkich angstach, wreszcie przyszedł czas na coś ciepłego i puchatego. Enjoy ^_^
Po raz pierwszy pomyślałem o Niimurze jak o osobie psychicznej, gdy siedzieliśmy całą piątką w salonie, dyskutując o zbliżającym się wielkimi krokami przyjeździe jego rodziców. To było w lutym, dzień przed jego trzydziestymi szóstymi urodzinami. Gruba warstwa śniegu pokrywała ulice i stojące na chodnikach samochody, a przejmujące zimno i chłodny wiatr zapędzały wszystkie żywe dusze do domów, lokując je przed rozpalonymi kominkami. Nikt, kto szanował swoje zdrowie nie wyściubiał w tym czasie nosa z ciepłego mieszkanka - nawet ci co bardziej aktywni sportowo porzucili swoje codzienne przechadzki i zamawiali jedzenie przez internet. Tak było i z nami - kilka tygodni wcześniej zaplanowaliśmy z chłopakami urodzinową wycieczkę dla Tooru, jednak zbyt niska temperatura i przymrozek pokrzyżowały nasze plany. Postanowiliśmy więc po prostu spędzić ten czas wspólnie, popijając alkoholowe drinki i wspominając stare czasy, gdy ja paradowałem na scenie w spódniczkach, a Die z umiłowaniem nosił lateksowe kreacje.
Byliśmy już nieźle wstawieni, kiedy Kyo poinformował nas o wizycie jego rodziców, która ma odbyć się w niedalekiej przyszłości. Jego rodzina wprosiła się na kilka dni do jego mieszkania, by poznać jego śliczną narzeczoną, o której pisał im w listach przy każdej sposobności. Sęk w tym, że Niimura od kilku lat jest zadeklarowanym homoseksualistą, a jego partnerem życiowym jestem ja - nic mi nie wiadomo o żadnej jasnowłosej piękności, jaką jest Raim Terachi. I nawet nie dopuszczałem do siebie możliwości, by Tooru miał romans.
- Że po co przyjeżdżają twoi starzy?! - przepity i nienaturalnie wysoki głos Toshyi wywołał u wszystkich zebranych nienaturalną radość. Die zsunął się z kanapy na podłogę, wylewając zawartość swojego kieliszka na mój idealnie śnieżnobiały dywan i ryknął gromkim śmiechem. Wywróciłem oczami. Chyba nigdy nie dopiorę tej czerwonej plamy po wytrawnym winie.
- No, no, Kyo! - gitarzyście z trudem przyszło dojście do siebie i zaczerpnięcie oddechu - Nieźle wkopałeś naszego perkusistę! - opadł na kanapę tuż obok Kaoru, który pogrążony w swoich własnych myślach, nie zwracał uwagi na otaczającą go rzeczywistość.
Wypowiedź Daisuke zasiała we mnie ziarenko niepewności, przez co posłałem Niimurze spłoszone spojrzenie. Wokalista podrapał się w tył głowy z zakłopotaniem.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że-... - nie zdążyłem dokończyć, gdyż wypowiedź przerwał mi wesoły pisk Toshiyi, który machał pustą butelką po sake.
- Shin-chan będzie musiał przebrać się za babę! - basista przechylił się przez siedzenie, omal się z niego nie przewalając, a Die znowu wybuchnął głośnym śmiechem, który ściągnął drugiego gitarzystę na ziemię. Jego spojrzenie było niemal tak samo przerażone, jak moje własne.
- Nie mam zamiaru odstawiać szopki przed twoimi rodzicami! - zbuntowałem się i już miałem wstać, jednak
błagalne spojrzenie Kyo oraz jego oplatające mnie w pasie ramiona utrzymały mnie w miejscu.
- Shin-chan... - schował zarumienioną twarz pomiędzy moimi łopatkami - To tylko kilka dni...
- Kilka dni?! - wrzasnąłem jak rozhisteryzowana panienka. Procenty krążące w moich żyłach robiły swoje - A jak im wytłumaczysz to, że nigdy nie będą mieli wnuków, bo ich słodka synowa nie ma macicy?!
- Zaadoptujcie dziecko - mruknął Kaoru, a jego głos brzmiał śmiertelnie poważnie. Teraz to ja miałem ochotę sturlać się na dywan i ryknąć głośnym śmiechem. Oni wszyscy chyba mnie wkręcali...
- Ach, to ukryta kamera, tak?! - rozejrzałem się po pomieszczeniu, starając się odnaleźć jakieś oznaki tego, że moi przyjaciele zwyczajnie sobie ze mnie żartowali, jednak moje poszukiwania okazały się bezowocne - Prawda...? - spytałem po chwili już mniej pewny swojej tezy.
- Shinya, ja mówię poważnie... - do moich uszu dobiegł cichy szept siedzącego za mną Kyo - Zresztą, skarbie... Kilka lat temu nie miałeś oporów, by przebierać się za kobietę i paradować po scenie w kusych spódnicach, więc w czym teraz problem? Chcę tylko, żebyś poznał moich rodziców i zamienił z nimi kilka słów. To tyle, Shinya. Wynagrodzę ci to...
Zrezygnowany opadłem na jego kolana i pozwoliłem pocałować się w policzek. Straciłem nadzieję. Chyba jednak będę musiał wcielić się w rolę Raim, którą wykreował mój kochanek. Mogłem mieć tylko nadzieję, że Kyo nie popuścił wodzy fantazji i nie uczynił z niej tykającej seksbomby z wielkimi piersiami, chociaż znając jego dobrze rozwiniętą wyobraźnię, to była jedna z bardziej prawdopodobnych wersji.
- Żadnych lateksowych miniówek - burknąłem, wreszcie ulegając, a na twarzy Tooru pojawił się promienny uśmiech, który był jednym z najpiękniejszych, jakie miałem szansę kiedykolwiek ujrzeć. Błagam, niech mnie ktoś stąd zabierze...
- Więc się zgadzasz?! - spytał z nadzieją. Niechętnie skinąłem głową. Obym tylko nie żałował swojej decyzji...
- Kochanie, ratujesz nam tyłek! - oplatające mnie w pasie ramiona Niimury pozbawiły mnie tchu.
- Kiedy przyjeżdżają...? - szepnąłem, gdy tylko udało mi się wyrwać z jego morderczego uścisku. Kyo posłał mi kolejny szeroki uśmiech.
- Pojutrze - odpowiedział radośnie i przesunął opuszkami palców po moich udach. Miałem ochotę płakać i wyć z rozpaczy. Zapowiada się ciekawy tydzień...
Następnego dnia, gdy tylko udało nam się przezwyciężyć kaca, wraz z Kyo odnaleźliśmy swoje ciepłe, skórzane kożuchy i chwyciliśmy za łopaty, by wykopać naszego skromnego smarta spod zaspy śniegu, która zakryła go całkowicie. Już po niespełna godzinie pędziliśmy groszkowym maluchem po ulicach Tokio w stronę jednej z mniejszych galerii handlowych, w której planowaliśmy uzupełnić nasze zapasy żywnościowe oraz zakupić kilka spódniczek dla Raim - czyli wymyślonej przez Tooru kuzynki, którą miałem odgrywać przed jego rodzicami. Krążąc po rozmaitych sklepach z odzieżą kłóciłem się z Niimurą niemal o każdą rzecz, która rzuciła mu się w oczy.
- Chyba sobie żartujesz! - krzyknąłem na widok ciemnej miniówki, trzymanej przez mojego kochanka - To ledwie zakryje jej tyłek! Ona nie lubi takich ubrań!
- A skąd ty to możesz wiedzieć?! - fuknął z oburzeniem Tooru, który zdawał się kompletnie nie zwracać uwagi na ekspedientki, posyłające nam zdziwione spojrzenia - Takie spódniczki są modne w tym sezonie!
- Nie możesz wybrać czegoś mniej rzucającego się w oczy? - mruknąłem, przedzierając się pomiędzy wieszakami ku sukience w bladoróżowym kolorze, zaprezentowanej na jednym z manekinów - Na przykład czegoś takiego? Zobacz, jest ładna, dziewczęca i sięga przed kolana.
- I jest dla kompletnie płaskich desek, bo nie ma dekoltu - wywrócił oczami. Niemal zagotowałem się ze złości. Niimura miał zdecydowanie zbyt wygórowane wymagania.
- Czy widzisz, żebym miał jakieś cycki?! - wrzasnąłem poirytowany, nieświadomie ściągając na siebie całą uwagę przebywających w sklepie ekspedientek i innych kobiet, które dokonywały zakupów - Nie mogę nosić dekoltów, bo nie mam cycków, czy to do ciebie nie dociera?!
- Przepraszam, czy mogę panom jakoś pomóc? - zbliżająca się ku nam dziewczyna z obsługi miała niemal tak bardzo zażenowaną minę, jak ja. Moje policzki pokryły się intensywnym, czerwonym rumieńcem.
- Czy on wejdzie w tę sukienkę? - śmiertelnie poważny Niimura wskazał palcem najpierw na mnie, a później na kreację, którą wybrałem. Blondynka podrapała się z zakłopotaniem po policzku.
- Sądzę, że tak... - odparła po krótkiej chwili - Ma idealną figurę.
- Czy mogłaby pani wybrać dla mnie jeszcze kilka innych rzeczy, które by na niego pasowały? Najlepiej niech będą jakieś pastelowe i dziewczęce do bólu. I przed kolana.
Kobieta pokiwała jedynie głową i z pośpiechem skierowała się ku magazynowi. Zawstydzony schowałem się za jednym z manekinów, chcąc uniknąć zaciekawionych spojrzeń innych klientek. Tooru natomiast wyszczerzył się z zadowoleniem.
- Widzisz? Nie było aż tak źle - pstryknął mnie w nos. Posłałem mu urażone spojrzenie.
- Było fatalnie! - jęknąłem i schowałem twarz w dłoniach. Rumieniec nie schodził z moich policzków - Teraz wszyscy myślą, że lubię się przebierać w damskie ciuszki.
Wokalista ułożył dłoń na moim ramieniu i pogładził je delikatnie.
- Przynajmniej masz pewność, że nie dorzucę do naszego koszyka żadnych lateksowych kiecek. Poza tym, pociesz się tym, że nie dość, że będziesz najlepiej ubrany w całym Tokio, bo ubrania wybiera ci znająca się na rzeczy ekspedientka, to jeszcze będziesz wyglądał w tym lepiej niż 50% japonek, bo masz idealną figurę. Same pozytywy!
- Jesteś niemożliwy, Tooru! - wyrwałem się z jego uścisku i uciekłem z zasięgu rąk Niimury, który w tym samym momencie został zawołany przez blondynkę, z którą przed chwilą rozmawiał. Po zapłaceniu za zakupy i odebranie od niej torby wypchanej po brzegi damskimi ciuszkami, opuścił sklep, triumfalnie się uśmiechając. Ruszyłem za nim, ledwie powłócząc nogami. Już zacząłem żałować swojej decyzji.
- Jeszcze tylko salon piękności i fryzjer! - uświadomił mnie, uśmiechając się przy tym szeroko - Zrobię z ciebie takie bóstwo, że rodzona matka cię nie pozna!
Chyba nie mogło być jeszcze gorzej...
Kilka godzin później, gdy wreszcie mogłem zrzucić z siebie przeokropnie ciężki kożuch i uwolnić moje nogi od niewygodnych kozaków, opadłem z ciężkim westchnieniem na kanapę, natomiast Tooru usadowił się na stojącym nieopodal fotelu. Na jego twarzy odmalował się uśmiech, a w jego oczach lśniły iskierki radości. Gdy tak promieniał szczęściem, przypominał mi wielkie, żółte słoneczko z dorysowaną na jego powierzchni zadowoloną buzią. Humor Niimury musiał mi się udzielić, bo zaśmiałem się cicho.
- Co cię tak bawi, kociaku? - nachylił się nade mną z zaciekawieniem, a jego jasne kosmyki połaskotały mnie po twarzy. Wyciągnąłem dłoń, by pogładzić go po policzku.
- Jesteś słoneczkiem, kochanie - sunąłem opuszkami palców po jego skórze z coraz większą zachłannością.
- Och, nagle zmieniłem się z "z tego cholernego popaprańca" w słonko? - zmarszczył brwi. Parsknąłem śmiechem, przypominając sobie naszą kłótnię w samochodzie.
- Przestałem się dąsać... - musnąłem wargami jego usta. Zamruczał z zadowoleniem.
- Cieszę się... - przesunął językiem po mojej dolnej wardze - Do twarzy ci w lokach i jaśniejszych włosach.
Moje policzki ponownie pokrył rumieniec. Jeszcze nigdy nie byłem tak uległy jak tego dnia.
- Jeśli tobie się podoba, to jestem w stanie zaakceptować tę zmianę... - kąciki moich ust uniosły się w delikatnym uśmiechu. Tooru odpowiedział mi tym samym.
- Mam wielką ochotę zedrzeć z ciebie te ubrania i wziąć na podłodze... - wymruczał prosto w moje wargi. Moje ciało przeszył dreszcz podniecenia - ...ale jutro przyjeżdżają moi rodzice i nie mogę pozwolić na to, żebyś przeleżał cały jutrzejszy dzień w łóżku z bólem tyłka.
- Poradzę sobie... - jęknąłem, wplatając obie dłonie w jego jasne kosmyki. Wyszczerzył się radośnie.
- Zawsze tak mówisz, a potem mnie się obrywa, bo Kaoru musi odwoływać próby - przypomniał mi. Z cichym westchnieniem zabrałem dłonie - Kocham cię - szepnął po chwili i pocałował mnie w czoło. Po mojej klatce piersiowej rozlało się przyjemne ciepło, które natychmiast wypełniło moje serce. Dla Kyo jestem w stanie przecierpieć cały jutrzejszy dzień i jeszcze więcej, jeśli byłoby to konieczne.
- Ja ciebie też - odpowiedziałem bez namysłu, przekręcając się na brzuch. Tooru musnął ustami moje wargi, jednak po niedługim czasie się odsunął.
- Dobrze by było, gdybyś już teraz się położył. Jutro musisz wcześniej wstać, żeby się umalować, ubrać, uczesać... i takie tam - poinformował mnie. Westchnąłem ciężko.
- Jeśli myślisz, że będziesz drzemał, podczas gdy ja będę się zwijał jak w ukropie, to jesteś w błędzie - wytknąłem język. Kyo uniósł brwi - Obudzę cię wcześnie, każę zrobić sobie śniadanie, a potem ubrać i uczesać w warkocze - gdy tylko otworzył usta, by coś powiedzieć, zatkałem mu je palcem - Nawet nie próbuj protestować. Jesteś mi coś winien, pamiętasz?
- Ty mały, wredny diable - mruknął, odsuwając moją dłoń od swojej twarzy - Jesteś okrutny.
- I vice versa, kochanie - zamruczałem z zadowoleniem - I vice versa.
Następnego ranka jakoś nie miałem serca budzić mojego słodko śpiącego ukochanego, więc posyłając tęskne spojrzenie jego umięśnionym ramionom, które teraz zacisnęły się wokół mojej poduszki, samotnie zwlokłem się z łóżka i pomaszerowałem do kuchni, by przygotować nam śniadanie. Nigdy nie byłem mistrzem w te klocki, a gotowanie zawsze pozostawiałem kucharzom z pobliskiej restauracji, więc odpuściłem sobie przygotowywanie jajecznicy i dla własnego bezpieczeństwa zrobiłem jedynie tosty z serem oraz szynką. Na jakimś forum wyczytałem, że idealne uke powinno umieć gotować. I to dobrze gotować oraz zawsze przygotowywać to, co seme sobie zażyczy, zatem wychodziło na to, że byłem miernym ukeru, ale spójrzmy prawdzie w oczy - który z was byłby w stanie poświęcić się dla Kyo tak jak ja i udawać własną kuzynkę przez kilka dni? Podniesiony na duchu, pomaszerowałem z uśmiechem na twarzy i talerzem tostów w dłoniach do mojej sypialni. Odłożywszy tacę z jedzeniem na stół, przystąpiłem do skomplikowanego rytuału budzenia mojego mężczyzny.
- Kyo... - wyszeptałem, nachylając się nad na wpół nagim ciałem blondyna - Kochanie, musisz już wstać... - przesunąłem dłonią po jego odsłoniętej klatce piersiowej, a moje słonko jedynie zamruczało coś z niezadowoleniem i zrzuciło mnie ze swoich bioder, by przekręcić się na drugi bok - Tooru - wypowiedziałem nieco głośniej jego imię i popukałem go delikatnie po ramieniu - Czas wstawać.
- A gdzie mój buziak? - wymamrotał, nawet nie uchylając powiek. Parsknąłem cichym śmiechem i bez słowa sprzeciwu nachyliłem się nad wokalistą, by spełnić jego prośbę. Gdy tylko moje wargi lekko musnęły jego usta, chłopak zamknął mnie w mocnym uścisku swoich ramion i wciągnął do łóżka, na dodatek oplatając mnie nogami, bym na pewno mu nie uciekł. Zacząłem się szamotać, głośno się przy tym śmiejąc.
- K-kyo! - krzyknąłem pomiędzy drobnymi pocałunkami blondyna a spazmami śmiechu - Kyo!
- Coo...? - wymruczał leniwie, zaprzestając atakowania wargami moich ust i twarzy. Uśmiechnąłem się wesoło.
- Zapomniałeś, kto dzisiaj do nas przyjeżdża? - pogładziłem go po policzku. Wykrzywił się z niezadowoleniem.
- Rodzice, pamiętam. Ale nie chcę jeszcze wstawać... - mruknął, chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi. Z cichym westchnieniem pogłaskałem go po głowie.
- Miło tu i przyjemnie, ale nie zapominaj, że muszę się jeszcze przygotować i to raczej zajmie mi sporo czasu - pstryknąłem go w nos - A ty musisz mi pomóc.
- Pomogę ci, jeśli nie będziesz się niczym zakrywał, jak będę cię przebierał - postawił mi ultimatum, a moje policzki momentalnie pokryły się czerwonym rumieńcem.
- Dobrze... - zgodziłem się po chwili namysłu. Na twarzy jasnowłosego pojawił się wesoły uśmiech.
- Idź się kąpać, księżniczko, a ja zaopiekuję się naszym śniadaniem - usłyszałem, a już po chwili zostałem wyrzucony z ciepłego łóżka i popchnięty w stronę łazienkowych drzwi. Powlokłem się tam z miną skazańca. W tempie ekspresowym załatwiłem wszystkie czynności związane z ciepłą i pachnącą kokosem kąpielą, a następnie przystąpiłem do układania moich "nowych" włosów, co zajęło mi nieco więcej czasu. Moje jasne kosmyki nie chciały poddać się zakupionej wcześniej lokówce, jednak po długich wojażach z nieszczęsnym sprzętem wreszcie udało mi się ułożyć fryzurę tak, jak pokazała mi wczoraj czesząca mnie fryzjerka. Co prawda efekt nie był tak dobry, jak ten z salonu fryzjerskiego, jednak całkowicie mnie usatysfakcjonował. Dumny ze swoich nadzwyczajnych umiejętności, powróciłem do sypialni. Pijący kawę Kyo zagwizdał z uznaniem.
- Wyglądasz ślicznie - wymruczał znad parującego kubka. Posłałem mu promienny uśmiech.
- Nawet nie wiesz, jak długo walczyłem z tym ustrojstwem... - podszedłem do komody zawalonej damskimi ubraniami i zacząłem przebierać w zakupionych przez nas wczoraj sukienkach.
- Efekt jest wspaniały - pochwalił mnie i upił łyk gorzkiego napoju - Załóż tę bladoróżową z koronką, którą wczoraj wybrałeś - polecił - I ten granatowy kardigan. I ten pasek z różyczką. I rajstopy w kropki.
- Dlaczego akurat to? - spojrzałem na niego ze zdziwieniem. Blondyn wzruszył ramionami.
- Wydaje mi się, że będzie ci w tym do twarzy - mruknął w odpowiedzi - Wczoraj widziałem w telewizji dziewczynę ubraną w podobny strój i wyglądała ślicznie. A potem ktoś ją zgwałcił.
- Czy mi się wydaje, czy planujesz podobną akcję? - parsknąłem, przekopując stertę ubrań w poszukiwaniu wybranej przez Kyo sukienki oraz swetra.
- Być może... - powiedział tajemniczo. Nie potrafiłem pohamować uśmiechu, który cisnął mi się na usta.
- Wręcz nie mogę się doczekać... - wymruczałem, układając odnalezione rzeczy na stojącym nieopodal krześle. Kyo odłożył pusty kubek na szafkę nocną i podszedł do mnie, by następnie szybkim ruchem dłoni pozbawić mnie ręcznika, skrywającego moją nagość. Westchnąłem, kiedy przesunął dłonią po mojej klatce piersiowej.
- Od czego zaczynamy? - spytał, z wątpliwością zerkając na ubrania przewieszone przez oparcie fotela. Sięgnąłem po biały koronkowy stanik i podałem mu go. Uniósł brwi - I co ja mam z tym teraz zrobić?
- Masz pomóc mi to założyć - parsknąłem, odwracając się tyłem do niego. W odbiciu lustra, wiszącego na ścianie naprzeciwko mnie, widziałem wątpliwe spojrzenie Kyo, wpatrującego się we fragment bielizny. Nie potrafiłem powstrzymać śmiechu.
- To nie jest śmieszne - mruknął poważnie, podając mi stanik - Sam to sobie załóż, a ja spróbuję zapiąć.
Odgarnąłem włosy na ramię i przystąpiłem do jakże skomplikowanej czynności zakładania biustonosza, która pokonała mojego mężczyznę. Jednak z zapinaniem stanika nie miał aż tak wielkich problemów.
- Masz zamiar to czymś wypchać? - spytał, zerkając na moje odbicie w lustrze. Skinąłem delikatnie głową.
- Kupiłeś wkładki. Powinny pasować - odparłem i sięgnąłem po jasne bokserki. Wokalista spojrzał na mnie z kpiną.
- Naprawdę chcesz włożyć to pod rajstopy? - westchnął z dezaprobatą.
- Nie mam innego wyjścia - wzruszyłem ramionami - Sukienka jest długa, zakryje je.
- Zdaję się na ciebie - uniósł dłonie w obronnym geście - W końcu to nie ja będę w tym paradował.
Wywróciłem oczami i w pośpiechu wsunąłem bokserki na swoje biodra, a następnie spojrzałem z ukosa na opakowanie jasnych rajstop w kropki. Wspominałem już, że żałuję swojej decyzji?
- Na co czekasz? - ponaglił mnie Kyo i podał mi pudełko z rajtuzami - Same się nie włożą.
- Chyba jednak nie chcę tego zakładać... - mruknąłem cicho. Kiedy napotkałem nieustępliwe spojrzenie Niimury, bez słowa sprzeciwu otworzyłem opakowanie i posłusznie usiadłem na krawędzi łóżka, by następnie zabrać się za mozolne wsuwanie rajstop na swoje nogi.
- Grzeczny chłopiec - pochwalił mnie Tooru, który aktualnie opierał się o komodę, starając się odpalić papierosa.
- Nie pal w sypialni - skarciłem go. Parsknął krótkim śmiechem.
- Zachowujesz się jak prawdziwa kobieta - wyszczerzył się - Może zaraz dostanę ochrzan za to, że jadłem śniadanie w łóżku?
- Zabiję cię, jeśli nakruszyłeś na moją połowę - z trudem zdusiłem w sobie śmiech. Kyo pokręcił głową z dezaprobatą i zaciągnął się papierosem, który wreszcie udało mu się odpalić. Zamruczał, gdy dym wypełnił jego płuca.
- Boże, jakie to jest obcisłe... - wstałem, naciągając szorstki materiał na swoje biodra - I takie niewygodne.. - jęknąłem.
- Jeśli chcesz być piękny, musisz cierpieć - mruknął i podał mi bladoróżową sukienkę. Z założeniem jej nie miałem żadnych problemów.
- Zapniesz? - odwróciłem się plecami do niego - Tylko nie przepal mi jej, odłóż fajkę.
- Wszystko pod kontrolą - sprawnie zasunął suwak mojej kreacji - Voila. Wyglądasz wspaniale, księżniczko. Dla ciebie nawet mógłbym zmienić orientację.
Z cichym westchnieniem powlokłem się ku wiszącemu na jednej ze ścian lustru i krytycznie się w nim przejrzałem.
- Lepiej nie będzie... - sięgnąłem po wąski pasek z różyczką i oplotłem się nim w pasie, a następnie narzuciłem na siebie granatowy kardigan, który podał mi Kyo.
- Uwierz mi, wyglądasz naprawdę słodko. I przekonywująco. Gdyby ktoś mi powiedział, że jesteś mężczyzną, nie uwierzyłbym... - stojący za mną wokalista oplótł mnie ciasno ramionami i złożył drobny pocałunek na mojej szyi. Westchnąłem, opierając głowę o jego obojczyk.
- Mam to potraktować jako komplement? - spojrzałem na jego odbicie.
- Naturalnie... - delikatnie pogłaskał mnie po brzuchu. Ponownie cicho westchnąłem - Rozchmurz się, kochanie. Powiedziałem już, że ci to wynagrodzę.
- Zrobisz wszystko, o co cię poproszę? - odwróciłem się twarzą w jego stronę. Blondyn wolno skinął głową - Dobrze! - na mojej twarzy odmalował się uśmiech. Wokalista pogłaskał mnie po policzku.
- Poradzisz sobie z makijażem? - spytał, zjeżdżając opuszkami palców na moją szyję. Kiwnąłem głową w odpowiedzi.
- Oczywiście - odparłem - Ale nie jestem pewien, czy ty poradzisz sobie z ogarnianiem salonu.
- Dam radę - pocałował mnie w czoło - Ale najpierw wezmę prysznic.
Zapowiada się ciężki dzień...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Zapowiada się ciekawie
OdpowiedzUsuńCudowne <3
OdpowiedzUsuńPodoba mi się, na dodatek, czytając to, prawie zaczęłam tryskać krwią z nosa c:
Straszliwie podoba mi się twój styl <3
Czekam na kolejny rozdział *o*
Uprzejmie informuję, że otagowałam cię u siebie c:
OdpowiedzUsuńhttp://frodowe-opowiesci.blogspot.com/2012/12/dwie-kolejne-nominacje-liebster-award.html
Może na początku przeproszę, że czytam, a nie komentuję...wybacz ;_; Spróbuję to zmienić :)
OdpowiedzUsuńAle chciałam też poinformować cię, że zostałaś otagowana na moim blogu :)
http://miara-milosci-jest-milosc-bez-miary.blogspot.com/2012/12/nominacja-liebster-award.html