Tytuł: Remember me.
Pairing: Die x Kyo.
Typ: Opowiadanie.
Ostrzeżenia: Używki, alkohol, SM, przekleństwa, sceny 18+.
Tokio nocą wygląda pięknie. Wysokie budynki otulone ze wszystkich stron jedwabiem czarnego nieba wprawiają mnie w zachwyt, a intrygująca gra różnokolorowych świateł zajmuje moje myśli, posyłając wszystkie dręczące mnie problemy w niepamięć. Stojąc na dachu jednego z wieżowców, rozchylając ramiona i przyjmując na siebie chłodne podmuchy wiatru, czuję się wolny. Nieskrępowany i nieposkromiony. Zaślepiony tym uczuciem i pięknem otaczającego mnie krajobrazu, podchodzę do barierki i przechylam się przez nią, patrząc z niezdrowym zaciekawieniem na ludzi przemykających u podnóża drapacza chmur. Są niczym mrówki - mali i nieważni. Bezimienni. Nie stanowią dla mnie żadnego zagrożenia, nie mają ze mną szans. Nie liczą się. Nie liczy się również osoba, która nagle obejmuje mnie ramionami i przyciąga do swojego torsu, szepcząc mi do ucha jakieś wyrzuty. Śmiejąc się wesoło, odchylam głowę w tył i opieram ją na ramieniu stojącego za mną osobnika. Moje nienaturalnie rozszerzone źrenice utwierdzają go w przekonaniu, że po raz kolejny go nie posłuchałem i sięgnąłem po używki. Patrzy na mnie z wyrzutem, jest zawiedziony, a w jego oczach lśnią łzy, jednak czy powinno mnie to obchodzić? Jestem ponad nim, ponad tym miastem, ponad wszystkimi problemami. Jestem wiatrem, jestem powietrzem, jestem... niczym. Nie istnieję. Znów się śmieję, wysuwam się z ramion czerwonowłosego chłopaka i osuwam się na twardą podłogę. Czas dla mnie zwolnił, świat wokół mnie zatrzymał się. Nic się nie liczy, tylko słodka przyjemność i zawroty głowy, które odczuwam. Uginają się pode mną ręce, bezwładnie opadam na beton, jednak ból mnie nie dotyczy. Nie istnieję. Przewracam się na plecy, oczami zasnutymi delikatną mgłą wpatruję się w lśniące na czarnym jedwabiu gwiazdy. Wyciągam ku nim dłonie, chwytam i przyciągam w swoją stronę. Są coraz bliżej mnie. Są... są czarne, jak oczy mężczyzny, który nachyla się nade mną. Zaczyna padać. Czuję krople na swoich policzkach. Jedna z nich spływa po mojej jasnej skórze, zatrzymując się w kąciku ust. Lubieżnie zlizuję ją językiem. Słona. Łza, nie deszcz. Krzywię się z niesmakiem. A on mówi, znowu coś mówi. Porusza wargami, jednak nie wydobywa się spomiędzy nich żaden dźwięk. Bawi mnie. Śmiech, znów się śmieję. Ja, nie on. On wykrzywia swoje opuchnięte wargi w śmieszną podkówkę, chyba jest smutny. Sięgam dłońmi ku jego twarzy, napieram palcami na kąciki jego ust i unoszę je. Uśmiecha się, choć tak naprawdę tego nie robi. Smutek dalej wyziera z jego oczu. Odsuwa moje dłonie od swojej twarzy, przysuwa się jeszcze bliżej i płomieniami swoich włosów zaczyna muskać moje ciało. Nie boli, nie istnieje. Chętnie wyciągam dłoń ku ognistym kosmykom, wplatam pomiędzy nie palce, szarpię za nie. Nie parzą. Są delikatne i gładkie. Znów się śmieję. A on płacze. Płacze tak rzewnie i żałośnie, to tylko wzmaga moją radość. Zamykam oczy i odchylam głowę w tył. Ciemność, cisza. Odpływam...
Gdy się obudziłem, otulała mnie idealna i sterylna biel, która zapewniała mi ciepło oraz ochronę. Spragniony większej ilości przyjemnych bodźców, wtuliłem się w nią i skryłem się w jej ramionach. Wtedy drgnęła nieznacznie i wydała z siebie niezadowolony pomruk. Zaintrygowany tym zadziwiającym zjawiskiem, uchyliłem powieki. Znad białej kołdry wpatrywały się we mnie niezdrowo lśniące tęczówki, przyzdobione sinymi cieniami, które znaczyły jedwabną skórę tuż pod nimi. Westchnąłem. Daisuke. Nim zdążył odezwać się choćby słowem, przesunąłem dłonią po jego policzku, czule i delikatnie gładząc przypruszoną jednodniowym zarostem skórę. Mruknął cicho i nieznacznie rozchylił wargi, gdy musnąłem je czubkami własnych palców. Przez chwilę drażniłem wrażliwą na mój dotyk skórę, a kiedy ciche westchnienia i pomruki przestały mnie satysfakcjonować, przylgnąłem całą powierzchnią swojego ciała do sylwetki mężczyzny. Opływowo poruszyłem biodrami, moja własna męskość otarła się o krocze czerwonowłosego, wyrywając spomiędzy naszych warg dwa ciche jęki. Chciałem ponowić czynność, jednak wtedy napotkałem przeszkodę w postaci dłoni Daisuke, które unieruchomiły moje biodra. Jęknąłem zawiedziony i opadłem na posłanie, posyłając kochankowi pełne wyrzutu spojrzenie spod rzęs.
- To nie czas na przyjemności, Niimura - powiedział poważnie gitarzysta - Jestem na ciebie zły. Robię wszystko, żeby wyciągnąć cię z tego gówna, a ty udajesz potulnego i chętnie chłoniesz moje rady, a kiedy tylko znikam, znowu robisz swoje - warknął wściekle - Aż tak bardzo zależy ci na tym, żeby mnie wkurwić?! Jeśli tak, to perfekcyjnie ci się to udało! Gratuluję!
- Nie dramatyzuj... - westchnąłem znudzony i obojętnym wzrokiem wpatrzyłem się w sufit - Przesadzasz, jak zwykle. Jakie gówno, stary? To nie jest żadna depresja, czy inne pierdoły. Biorę, bo lubię. Wiesz, jak wspaniały jest seks pod wpływem? - spytałem z ekscytacją, sięgając myślami wstecz - Nigdy nie przeżyłeś czegoś, co mogłoby się z tym równać, zapewniam cię...
- Nie mam zamiaru grać w twoje kretyńskie gierki, Kyo... - wysyczał przez zaciśnięte zęby - Mnie w to nie mieszaj.
- Raz, chociaż raz... - przekręciłem się na bok, chcąc skrzyżować swoje spojrzenie z Andou - Zobaczysz, spodoba ci się... - zapewniłem go i posłałem mu prowokujące spojrzenie, w tym samym momencie przesuwając języczkiem po swojej dolnej wardze.
- Zamknij się! - jego ciemne oczy zdawały się ciskać pioruny - Powiedziałem już, że nie mam zamiaru brać! I ty też już nigdy więcej nawet nie powąchasz narkotyków, rozumiesz?!
- Masz zamiar wysłać mnie na odwyk? - spytałem z nutką kpiny w głosie i uniosłem jedną brew do góry.
- Mam zamiar cię pilnować. Wprowadzę się tu, będę cię obserwował dzień i noc - powiedział całkowicie poważnie - Kocham cię i nie mam zamiaru pozwolić ci na stoczenie się na samo dno, rozumiesz? Wiem, że te wizje sprawiają ci przyjemność, jednak... zatraciłeś się w tym. Narkotyki potrafią zmienić człowieka. Nie chcę, żebyś się zgubił gdzieś po drodze. Naprawdę mi na tobie zależy, Niimura... - powiedział już nieco łagodniej i czule pogłaskał mnie po policzku. Odepchnąłem jego dłoń.
- Chyba na moim tyłku - poprawiłem go. Gitarzysta zacisnął usta w wąską kreskę.
- Mylisz się... - przysunął się bliżej mnie i musnął ustami moje czoło - Kocham cię bez względu na wszystko, przecież dobrze o tym wiesz... Przeżyliśmy razem już ponad rok, jak możesz kwestionować moją miłość do ciebie...? - spytał z nutką wyrzutu w głosie.
- Gdybyś mnie kochał, pozwalałbyś mi na wszystko... - odparłem, odsuwając się od niego. Drobny szantaż emocjonalny jeszcze nikomu nie zaszkodził, nieprawdaż?
- Przesadzasz, Niimura! - uniósł się na wyprostowanym ręku - Odszczekaj to! - chwycił mnie za brodę wolną dłonią i zmusił mnie, bym popatrzył w jego oczy, w których odmalowała się cała złość i irytacja, którą odczuwał.
- Do jasnej cholery, Die, lubię cię, ba, nawet kocham, ale nienawidzę, gdy ktoś wpierdala się w moje życie i próbuje coś w nim zmieniać, rozumiesz?! Nie obchodzi mnie, czy jesteś moim kochankiem, siostrą czy matką - moje życie to moja sprawa i nie masz prawa podejmować za mnie decyzji! - wyszarpnąłem się z jego uścisku i czym prędzej odsunąłem się na bezpieczną odległość. Doskonale wiedziałem, że zdenerwowany gitarzysta jest w stanie zabić i najrozsądniejszym wyjściem jest ucieczka z zasięgu jego dłoni. Przekonałem się kiedyś o tym na własnej skórze.
- Mam prawo podejmować za ciebie decyzje, odkąd sam nie radzisz sobie ze swoim życiem... - wysyczał przez zaciśnięte zęby i zmroził mnie wzrokiem. Cała drapieżność w jego oczach i odsłonięte, spiłowane kły sprawiły, że zacząłem odczuwać namiastkę strachu przed tym mężczyzną. Przypominał mi gotowego do skoku lwa, który tylko czeka na odpowiedni moment, aby rzucić się na swoją ofiarę i pozbawić ją życia.
- Opanuj się, Daisuke... - mruknąłem już nieco mniej bojowniczo - Uspokój się, boję się ciebie, gdy zachowujesz się w ten sposób... - dodałem cichym szeptem.
- Boisz...? - na ustach czerwonowłosego rozciągnął się uśmiech, który wywołał dreszcze na moich plecach - Prawidłowo, Kyo... - wolno przysunął się w moją stronę. Nawet nie zdążyłem się cofnąć, gdy nagle jego dłonie mocno chwyciły moje nadgarstki i powaliły mnie na posłanie. Wydałem z siebie rozpaczliwy pisk i spróbowałem wyswobodzić ręce, jednak nie przyniosło to żadnych efektów - uścisk na moich przegubach tylko jeszcze bardziej się wzmocnił. Wtedy czerwonowłosy nachylił się nade mną, czułem jego oddech na swoich wargach, a krótko wystrzępione kosmyki muskały moją twarz. Zadrżałem...
- Die... - spróbowałem jeszcze, jednak Andou przerwał mi, niespodziewanie wpijając się w moje usta. Całował mnie gwałtownie i mocno, niemal brutalnie. Co raz przygryzał zębami moją skórę, rozcinając ją, a później wsuwając ruchliwy język w płytkie nacięcia. Jęczałem z bólu, chciałem żeby przestał. Lubiłem ostre zabawy, jednak w tym momencie nie byłem na to przygotowany. Ból był dla mnie nie do zniesienia, a Daisuke zdawał się świetnie bawić - gdy podgryzanie moich zmaltretowanych już warg mu się znudziło, przeniósł się z torturami na moją szyję. Drażnił newralgiczne punkty językiem, zaś później wgryzał się w nie z całą siłą, wyrywając tym ciche krzyki z mojego gardła.
- Die, przestań...! - jęknąłem rozpaczliwie i po raz kolejny szarpnąłem rękoma - To mnie boli, rozumiesz...?! - wierzgnąłem nogami, próbując zrzucić z siebie gitarzystę. Bez skutku.
- Tooru, kochanie, byłeś niegrzeczny, a to jest kara, na którą sobie zasłużyłeś... - wymruczał tuż przy moim uchu przesączonym erotyzmem głosem - Słodka kara... - wsunął chłodną dłoń pod koszulkę i przesunął nią po moim torsie. Wstrzymałem oddech - Spodoba ci się, zobaczysz... - obiecał i przesunął czubkiem języka po krawędzi mojego ucha. Zacisnąłem mocno powieki, a przez całe moje ciało przebiegł dreszcz, co napotkało się z aprobatą Andou - Taki piękny... - wyszeptał i podwinął moją koszulkę. Odrzuciwszy ją gdzieś na bok, chętnie przyssał się do moich stwardniałych brodawek. Dokładnie pieścił jedną z nich swoim językiem i zasysał się na niej, co doprowadzało mnie na granicę szaleństwa, a ból, który poczułem, gdy ugryzł jeden z moich sutków, tylko spotęgował doznania. Spragniony dotyku ukochanego zajęczałem rozkosznie i wygiąłem się w niewielki łuk. Czerwonowłosy zamruczał z aprobatą i przystąpił do pospiesznego rozpinania moich spodni. Nie sprzeciwiałem się, jedynie posłusznie uniosłem biodra w górę, by ułatwić mu nieco tę czynność. Oczywiście nie omieszkał trochę się ze mną podrażnić - gdy zsunął ze mnie bieliznę, ani trochę nie zainteresował się moją wyprężoną i błagającą o jego dotyk męskością. Obojętnie omijał to strategiczne miejsce, pochłonięty pieszczeniem i podgryzaniem wewnętrznej części moich rozchylonych ud. Wyginałem się pod różnymi kątami i jęczałem, prosząc, aby wreszcie podarował mi to, czego pragnę, jednak on pozostawał niewzruszony. Kontynuował swoją mozolną wędrówkę po mojej oliwkowej skórze, głuchy na moje błagania, a gdy wreszcie zakończył tę czynność - sięgnął dłonią ku swoim bokserkom i zdarł je z siebie jednym sprawnym ruchem. Jęknąłem głucho na widok jego sterczącego podniecenia, wyciągnąłem ku niemu rękę, lecz Andou ją odepchnął i nachylił się nade mną, by następnie wedrzeć się do mojego wnętrza bez przygotowania. Wrzasnąłem najgłośniej, jak tylko potrafiłem, a po moich policzkach potoczyły się łzy. Bolało. Pulsujący w moim wnętrzu członek Die'a rozrywał mnie od środka za każdym razem, gdy chłopak poruszał biodrami. Ignorował mój szloch i krzyki, od czasu do czasu uciszał mnie niezbyt delikatnym pocałunkiem. Pomimo zdecydowania w jego ruchach, wiedziałem, że gitarzysta tak naprawdę jest targany przez wątpliwości. Karanie mnie w ten sposób wcale nie sprawiało mu przyjemności - każdy mój przepełniony bólem jęk ranił jego wrażliwe serce, jednak Daisuke nie zaprzestawał. Był przekonany o słuszności swoich zamierzeń. Kiedy oboje osiągnęliśmy spełnienie, mężczyzna od razu wysunął się z mojego wnętrza i przycisnął mnie do swojego torsu. Pomiędzy wylewnymi przeprosinami szeptał zapewnienia o swojej miłości do mnie i całował mnie czule, chcąc złagodzić ból. Rozumiałem go. Czuł się bezsilny, jego czyny były rozpaczliwymi próbami zatrzymania mnie przy sobie. Tylko że... ja wcale nie miałem zamiaru go opuszczać. Dlaczego reagował w ten sposób? To, że skłaniałem się ku używkom, wcale nie było równoznaczne z tym, że chcę poświęcić temu całe swoje życie, a później je stracić. Brałem tylko od czasu do czasu, by poczuć się lepiej, by choć na chwilę być wolnym od problemów. To była moja ucieczka od rzeczywistości, nie byłem uzależniony. Czemu on musiał to wszystko wyolbrzymiać...?
- Kocham cię, Die... - wyszeptałem, zatapiając się w jego uścisku - Wcale nie mam zamiaru cię opuszczać... - dodałem po chwili, chcąc go uspokoić. Czerwonowłosy przycisnął mnie jeszcze mocniej do swojego torsu i przeczesał palcami moje rozwichrzone włosy.
- Postaw się na moim miejscu, Kyo... - musnął ustami moje odsłonięte czoło - Nie martwiłbyś się o swojego ukochanego, gdybyś był mną? Oddalasz się ode mnie każdego dnia. Okłamujesz mnie... Kiedyś nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Mówiłeś mi wszystko... Nawet, gdy zrobiłeś sobie krzywdę, pokazywałeś mi swoje rany i przepraszałeś, a ja nie potrafiłem się wtedy na ciebie złościć... - schował twarz pomiędzy moimi jasnymi kosmykami - Razem przeszliśmy naprawdę wiele, wyleczyłem cię, uczyniłem cię lepszym człowiekiem, a ty nagle... wracasz do punktu wyjścia... Może i się nie kaleczysz, ale ćpasz. To też nałóg, nawet, jeśli wydaje ci się inaczej...
- Zaufaj mi, Die... - objąłem ustami skórę na jego szyi i zassałem się na niej, zostawiając po sobie wezbrałą krwią malinkę - Panuję nad tym wszystkim - spojrzałem mu w oczy i delikatnie pogładziłem go po policzku wierzchem dłoni - Nie musisz się niczego obawiać...
- Nie chcę, żebyś jeszcze kiedyś brał to świństwo... - przesunął ręką wzdłuż mojego kręgosłupa i zacisnął ją na moim pośladku - Ja będę twoim narkotykiem, nic innego nie będzie ci potrzebne...
- Die... - westchnąłem cierpiętniczo - To nie to samo.
- Tooru, proszę... - w rozpaczliwym geście musnął usteczkami moje wargi. Przymknąłem delikatnie powieki.
- Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy, Andou. Nie mogę ci niczego obiecać...
- Kyo... - spróbował jeszcze.
Ułożyłem palec wskazujący na jego miękkich wargach i spojrzałem na niego spod rzęs.
- Później do tego wrócimy. Teraz pozwól mi trochę odpocząć... - umościłem się wygodniej na posłaniu. Die podniósł się na przedramieniu, by sięgnąć leżącą u naszych stóp kołdrę i otulić nią moje nagie ciało. Zamruczałem z wdzięcznością.
- Dobrze, Tooru... - odgarnął za moje ucho kilka niesfornych kosmyków, które wpadały mi do oczu - Dobranoc, skarbie... - pocałował mnie w policzek. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Kolorowych, Andou... - leniwie pogładziłem jego odsłonięte ramię - Śnij o mnie.
Nawet się nie zorientowałem, kiedy odpłynąłem.
Informuję, że zostałaś przeze mnie otagowana.
OdpowiedzUsuńhttp://swiatomitsu.blogspot.com/2012/12/liebster-adwards.html
Pięknie opisane uczucia. Skupiłaś się na każdym szczególe. Bardzo mi się to podbało
OdpowiedzUsuń