Dzień dobry c: Wrzucam kontynuację Względnie Szczęśliwego. Z tego rozdziału jestem średnio zadowolona, ale zrobił się mały zastój na blogu, który po prostu musiałam czymś przerwać, a pisanie nowego shota zawiesiłam ze względu na brak weny. Być może kiedyś go dokończę? To się jeszcze okaże. Póki co, zapraszam na drugą część opowiadania o Uru. Enjoy! c:
Następnego dnia zostałem brutalnie przywrócony do rzeczywistości przez dźwięk budzika w moim telefonie, zamiast zostać obudzonym przez miękkie usta Shiroyamy. Mogło oznaczać to tylko jedno - Yuu nadal był na mnie zły. Jednak czy mogłem mu się dziwić? Oczywiście nie. Sam nawarzyłem sobie tego piwa, teraz pozostało mi je tylko wypić. Po zwleczeniu się z łóżka zastałem go w kuchni. Siedział nad kubkiem parującej kawy i nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w przestrzeń przed sobą. Na jego pięknej twarzy nie gościł nawet cień uśmiechu, a uwydatnione zmarszczki dodały mu lat. Czując się odpowiedzialny za jego fatalny wygląd, niepewnie podszedłem do krzesła na którym siedział i uklęknąłem przed czarnowłosym, opierając głowę na jego kolanach. Mężczyzna machinalnie zatopił palce w moich kasztanowych kosmykach.
- Yuu... - odezwałem się cicho, chcąc zwrócić na siebie uwagę kochanka. Podziałało. Aoi przeniósł na mnie swój zmartwiony wzrok, a po chwili pochylił się, by musnąć wargami moje odsłonięte czoło. Przymknąłem powieki, nie mogąc znieść jego udręczonego spojrzenia - Przepraszam...
-W porządku, K'you... - czule pogładził mój policzek - Wyglądasz pięknie... - gdy jego palce musnęły moje wargi, posłałem mu krótkie spojrzenie spod rzęs.
- Codziennie to powtarzasz... - powiedziałem - Jak maszyna. To nawyk?
Shiroyama uniósł brwi, wyraźnie zdziwiony moim pytaniem.
- Nawyk? - powtórzył, jakby próbując przypomnieć sobie znaczenie tego słowa - Każdego dnia wyglądasz równie zjawiskowo. Czemu miałbym ci tego nie mówić...?
- To miłe, Yuu, ale... Słowo powtarzane każdego dnia traci na wartości... - wyszeptałem, przyglądając się uważnie reakcji kochanka, na którego twarzy odmalował się jeszcze głębszy smutek. Gitarzysta zabrał dłoń, która do tej pory leniwie przeczesywała moje kosmyki i opuścił ją bezwładnie wzdłuż ciała.
- Nie poznaję cię, Uruha... - jego wargi zdawały się wcale nie poruszać, a cichy głos gitarzysty zabarwiony cierpieniem pozbawił mnie tchu - Jesteś... tak... tak obcy dla mnie. Kiedy coś pomiędzy nami się zmieniło...?
- Nie wiem, Aoi... - chwyciłem jego dłoń i ułożyłem na swoim policzku - Ludzie codziennie się zmieniają, uczą się nowych rzeczy, zdobywają doświadczenia... Może nagle przestaliśmy do siebie pasować...?
- Nawet tak nie mów! - czarnowłosy gwałtownie przyciągnął mnie do siebie i objął ramionami tak mocno, jakbym zaraz miał się rozpłynąć. Z cichym westchnieniem zatopiłem się w jego uścisku - Nie chcę więcej słyszeć czegoś takiego! W każdym związku zdarza się kryzys, to normalne. Musimy po prostu stawić temu czoła. Kocham cię... - to ostatnie wyszeptał, muskając odsłoniętą skórę na mojej szyi. Odpowiedziałem cichym pomrukiem na jego pieszczotę.
- Masz rację - spasowałem - Wyolbrzymiam chwilowy kryzys. Przepraszam, Aoi... Razem na pewno uda nam się go przezwyciężyć... - przeczesałem palcami wypielęgnowane czarne kosmyki. Na jego twarzy natychmiast zagościł delikatny, wdzięczny uśmiech.
- Nie martw się niczym, Uruha... - pogładził opuszkami palców jeden z newralgicznych punktów na mojej szyi - Po prostu daj nam czas... Co powiesz na wspólny urlop? My dwoje i pokłady wolnego czasu... Chciałbyś...? - popatrzył na mnie błagalnie. Nie potrafiłem się nie uśmiechnąć.
- Nie sądzę, żeby Kai się na to zgodził... - pogładziłem dłońmi jego tors - Wiesz, jaki on jest. Przekłada próby ponad wszystko.
- To nasz przyjaciel, zrozumie... - uspokoił mnie czarnowłosy. Przekonany, skinąłem delikatnie głową.
- Porozmawiasz z nim? - przytuliłem się do ukochanego.
- Oczywiście... - przesunął dłonią po moich plecach - Zadzwonię do niego jeszcze dzisiaj - musnął miękkimi wargami moje odsłonięte czoło i chwyciwszy mnie za rękę, pociągnął mnie w stronę sypialni.
A jednak pomimo złożonych obietnic i tylu wspaniałych planów, ponownie zawitałem do jednego z tych najbardziej obskurnych barów. Alkohol krążył w moich żyłach, nakładając mglisty filtr na moje oczy, czym zdecydowanie ograniczał moją zdolność widzenia. Tańczący wokół mnie ludzie przemykali pomiędzy różnokolorowymi laserami jakby w zwolnionym tempie, ich sylwetki dwoiły mi się przed oczami, a dudniące techno, które jeszcze parę minut temu nie wydawało mi się takie najgorsze, przyprawiało mnie o migrenę. Chwiejnym krokiem, wspierając się na ramionach otaczających mnie klubowiczów, przedostałem się ku jednemu z wolnych stolików i bez gracji opadłem na obitą podniszczoną skórą kanapę. Ciążącą mi głowę oparłem na jednej z poduszek, a później przymknąłem powieki. Zacząłem powoli odpływać. Moje ciało ogarnęło przyjemne uczucie otępienia, osuwałem się w ten wspaniały błogostan. Nie próbowałem się opierać pochłaniającej mnie bezwładności - co z tego, że znajduję się w miejscu publicznym, w którym roi się od bandytów i przestępców? Pieprzyć to, raz się żyje, nieprawdaż? Nie mam się o co martwić, w całym lokalu poustawiane są kamery, czujnie monitorujące każdy, nawet najciemniejszy kąt. Tak uspokojony odetchnąłem głęboko i opadłem na kanapę, zatapiając twarz w leżącej tuż pod moją głową bluzie. Na pewno nie była moja, tyle wiedziałem. Czyja? Nie obchodziło mnie to. Posłuży mi za poduszkę, właściciel się nie obrazi. Odpłacę mu z nawiązką.
Zaciągnąłem się zapachem, którym była przesiąknięta bluzka i z zaniepokojeniem odkryłem, że wydaje mi się on znajomy. Yuu? Na pewno nie. Reita ani Kai tym bardziej, o Rukim nawet nie myślę, to ubranie na pewno jest na niego zbyt duże. Poza tym - maleństwo nie lubi takich miejsc, nie pije zbyt często alkoholu, a to łomoczące techno przyprawia go o mdłości. Zatem kto...?
- No proszę, proszę... - moje rozmyślania przerwał niski i chrapliwy głos - Kogo moje oczy widzą?
Niechętnie uchyliłem powieki, krzywiąc się przy tym nieznacznie. Głowa pękała mi w szwach od tej dudniącej muzyki, a mrugające przed oczami różnokolorowe lasery tylko potęgowały cierpienie. Jęknąłem, z całych sił starając się skupić wzrok na nachylającej się nade mną sylwetce. Krótkie ciemne włosy, czarne oczy, policzki przypruszone kilkudniowym zarostem...
- Kyo? - spytałem ze zdziwieniem. Nie potrafiłem uwierzyć własnym oczom. Co osoba jego pokroju robi w takim miejscu jak to?
- A jednak mnie poznajesz... - kąciki jego ust rozciągnęły się w drapieżnym uśmiechu, gdy zajmował miejsce w fotelu obok - Co z tobą, Śliczny? Gdzie są twoi koledzy?
- Przyszedłem sam... - mruknąłem, nakrywając twarz przedramieniem. Zaintrygowany brunet nachylił się w moją stronę.
- Nie spodziewałem się kogoś takiego jak ty w takim miejscu - sięgnął po leżącą na stoliku paczkę papierosów i wyciągnąwszy z niej jedną fajkę, wsunął ją sobie pomiędzy wargi, a następnie odpalił przy pomocy zapalniczki z logiem Ferrari.
- I vice versa - odparowałem, przekręcając się na bok, by móc dobrze widzieć mojego rozmówcę - Od kiedy lubisz klubową muzykę? - popatrzyłem na niego ze zdziwieniem.
- Nienawidzę - zaciągnął się głęboko tytoniowym dymem, niemal mrucząc z przyjemności, gdy wypełnił on jego płuca - Laserów i roznegliżowanych panienek też nie - dodał, widząc moje pytające spojrzenie i wypuścił obłoczek białego dymu przez usta.
- To po co tutaj siedzisz...? - zdziwiłem się. Czarnowłosy machnął niedbale ręką.
- Przyszedłem z Shinyą - strzepnął popiół z papierosa do popielniczki i ponownie zaciągnął się dymem - Umówił się z jakimś chłopaczkiem, ale bał się przyjść sam.
- Na randkę...? - na mojej twarzy po raz kolejny odmalowało się zaskoczenie. Czyżby Terachi również był odmiennej orientacji seksualnej? Poniekąd było to przewidzenia, perkusista był uległą osobą o dosyć łagodnym usposobieniu. Nie potrafiłem wyobrazić go sobie w roli dominującego samca alfa z cycatą laską u boku.
- Tak, na randkę. Jest gejem i to w dodatku uke, jak ty - wyjaśnił bez skrępowania, podczas gdy na moich policzkach pojawiły się delikatne rumieńce - Jednakże on, w przeciwieństwie do ciebie, ma bardzo słaby gust. Gdybyś tylko zobaczył, z kim on się umówił... - westchnął cierpiętniczo i odgasił niedopalonego do końca papierosa w popielniczce - Aż niedobrze mi się robi, gdy myślę o tym, że ktoś taki jak on będzie zapinał mojego kumpla. Obrzydliwy typ.
- Czyżbyś był o niego zazdrosny...? - nie potrafiłem powstrzymać perfidnego uśmieszku, który cisnął mi się na usta. Krótkowłosy wokalista posłał mi zirytowane spojrzenie.
- O Shinyę? - uniósł jedną brew - Chyba żartujesz. To mój przyjaciel. Cholernie ładny i pociągający przyjaciel, którego mógłbym zaliczyć, ale nie chciałbym z nim być. Zbyt dobrze go znam - rozparł się wygodniej w fotelu - Po prostu uważam, że Terachi zasługuje na kogoś lepszego niż koleś, z którym się dzisiaj umówił. Shin to dobry chłopak, muchy by nie skrzywdził, a ten jego nowy obiekt westchnień wygląda i zachowuje się gorzej, niż ja.
- Musi być nie do zniesienia! - parsknąłem cichym śmiechem. Niimura posłał mi mordercze spojrzenie, które miało mnie uciszyć, jednak nie przejąłem się tym - Musi być samym diabłem, skoro jest jeszcze gorszy od ciebie. Byłem przekonany, że to ty jesteś największym sukinsynem na całym globie.
- Dzięki, Uruha - mruknął, nachylając się nad stolikiem, by zajrzeć do pustej literatki - I na dodatek skończył się alkohol... - westchnął ciężko i podniósł się z fotela - Zwijam się, Śliczny. Nie ma co czekać na Shinyę, poszedł w tango ze swoim nowym facetem i pewnie zapomniał o tym, że nie przyszedł tutaj sam. Chcesz się zabrać ze mną? - zaproponował po chwili.
- To nie jest taki najgorszy pomysł... - przyznałem i bardzo wolno i ostrożnie wywindowałem się do siadu.
- Na pewno lepszy niż wracanie po pijaku komunikacją miejską. Zwłaszcza, że wyglądasz jakbyś urwał się z Dzielnicy Czerwonych Latarni - wyciągnął ku mnie dłoń z czego chętnie skorzystałem i dźwignąłem się na nogi z jego pomocą.
- Nie możesz odmówić mi atrakcyjności... - mruknąłem zalotnie i przybliżyłem się do niego, przesuwając palcem po jego szorstkim policzku. Nikt mi nie zabronił troszkę się z nim podroczyć...
- Jesteś pijany - wywrócił oczami i odwrócił się do mnie plecami.
- Tylko trochę... - zbliżyłem się do mężczyzny i objąwszy go ramionami w pasie, ułożyłem jedną z dłoni na jego kroczu. Czarnowłosy cały się spiął i cicho sapnął. Spodobała mi się jego reakcja, więc nie zaprzestałem prowokowania go - potarłem zmysłowo jego krocze i nieco pewniej przylgnąłem do jego pleców. Odsłoniętą szyję zacząłem obdarowywać delikatnymi pocałunkami.
- Przestań... - zawarczał groźnie i wyrwał się z mojego uścisku. Przez ramię posłał mi kolejne mordercze spojrzenie - Jeszcze jeden taki numer i gorzko tego pożałujesz, zaręczam...
- Wyluzuj... - mruknąłem, unosząc dłonie w obronnym geście - Rączki mam tutaj.
Czarnowłosy wywrócił oczami i ruszył przed siebie, ruchem dłoni nakazując mi podążać jego śladami. Posłusznie ruszyłem tuż za nim. Niepewnie trzymając go za rękaw kurtki, przeciskaliśmy się pomiędzy spoconymi ciałami tańczących kobiet i mężczyzn. Kiedy wreszcie udało nam się wydostać na zewnątrz, odetchnąłem z ulgą. Chłodny wiatr otulił nasze sylwetki, nieco nas otrzeźwiając.
- Gdzie mam cię odwieźć? - spytał Kyo, kierując się ku klubowemu parkingowi.
- Do ciebie... - odparłem po chwili namysłu. Wokalista posłał mi pytające spojrzenie.
- Czy ty mnie słuchasz? Pytałem, gdzie mieszkasz i gdzie mam cię odwieźć - burknął, wyraźnie zirytowany moją odpowiedzią.
- Nie chcę jechać do domu... - sprostowałem - Yuu będzie zły, że znowu wracam pijany... Mogę nocować u ciebie...? - posłałem mu błagalne spojrzenie. Mężczyzna nie wydawał się być zadowolony.
- Chyba śnisz - prychnął - Wyświadczam ci nieziemską przysługę podwożąc cię, już i tak masz u mnie dług wdzięczności. Chcesz zaciągnąć kolejny? - otworzył przede mną drzwi swojego terenowego samochodu.
- Oba spłacę, przysięgam... - spojrzałem mu głęboko w oczy i pod wpływem impulsu ułożyłem jedną z moich dłoni na jego policzku. Uniósł brwi w zdziwieniu.
- Zastanowię się... - zawyrokował po chwili namysłu, odtrącając moją dłoń - A teraz wsiadaj.
Skinąłem delikatnie głową i wykonałem jego polecenie bez sprzeciwu. Krótkowłosy zatrzasnął drzwi czarnego samochodu i okrążył go, by następnie zająć miejsce za kierownicą na sąsiednim fotelu. Kiedy włożył klucz do stacyjki i przekręcił go, wnętrze auta wypełniło przyjemne ciepło płynące z klimatyzacji i mocna, rockowa muzyka dochodząca z głośników. Na moje usta wpłynął delikatny uśmiech, gdy rozpoznałem utwór.
- Ruthless Deed... - szepnąłem, przenosząc swój wzrok na czarnowłosego, który wpatrzony był w drogę za przednią szybą - Nie sądziłem, że słuchasz naszej muzyki...
- Czasem mi się zdarza - mruknął, nawet na mnie nie patrząc - Lubię ten kawałek.
- To ja go skomponowałem... - uśmiech na moich wargach pogłębił się.
- Dobra robota - pochwalił mnie Niimura, nieco przyspieszając.
Przymknąłem delikatnie powieki i przesunąłem opuszkami palców po swojej szyi. Nie wiedząc czemu, nagle nabrałem olbrzymiej ochoty na to, by podrażnić się trochę z Kyo. Być może była to wina wciąż krążącego w moich żyłach alkoholu, albo zapachu mężczyzny, który omamił moje zmysły. W tym momencie czarnowłosy wydawał się być dla mnie piekielnie atrakcyjny i stał się on obiektem mojego pożądania. Pragnąłem się z nim kochać...
Nie odnotowując żadnej reakcji z jego strony, podwinąłem nieco swoją luźną bokserkę w szarym kolorze, a następnie pośliniłem jeden z palców, aby przesunąć nim po jednej z kusząco zaróżowionych brodawek, która natychmiast stwardniała pod wpływem mojego dotyku. Nie stłumiłem jęku, który chwilę później wydobył się z moich ust. Nie powstrzymywałem również kolejnego, kiedy zacząłem pocierać i podszczypywać sutek. Druga moja dłoń natomiast zajęła się moim chętnym do zabawy i już lekko pobudzonym kroczem. Pewnymi ruchami ręki zacząłem stymulować wybrzuszenie w swoich spodniach, pieszcząc się z wyczuciem. Ciekawy reakcji czarnowłosego, spojrzałem na niego spod rzęs. Miał śmiertelnie poważny wyraz twarzy i z uporem wpatrywał się w drogę za przednią szybą. Palce zacisnął na kierownicy tak mocno, że aż pobielały mu knykcie. Jednak moje zabawy go pobudzały... Wyraźnie zachęcony jego zachowaniem, uniosłem dłoń ku moim wargom i zacząłem lubieżnie oblizywać jeden z palców. Poczułem, jak na moich policzkach wykwitają delikatne rumieńce, kiedy Niimura wreszcie przeniósł na mnie wzrok. Jego oczy błyszczały, w ciemnych tęczówkach dostrzegałem pożądanie. Wygrałem...
- A niech cię, ty mała dziwko... - Kyo gwałtownie skręcił w jakąś mało uczęszczaną uliczkę i zatrzymał się. Znajdowaliśmy się w jakimś ciemnym zaułku, ze wszystkich stron otaczały nas wysokie budynki, w których oknach nie paliły się światła. Skoro nikt nas nie obserwował, mogliśmy pozwolić sobie na coś więcej bez cienia strachu, że ktoś nas przyłapie.
- Tooru... - wymruczałem niskim, perwersyjnym tonem i odchyliłem swoje siedzenie do tyłu, aby zrobić nieco miejsca dla wokalisty - Chodź do mnie...
- Będziesz tego żałował... - czarnowłosy odpiął swój pas, a następnie nachylił się w moją stronę. Czułem jego ciepły oddech na swojej twarzy.
- Nigdy niczego nie żałuję... - szepnąłem w odpowiedzi i przyciągnąłem go do siebie za kark, by następnie wpić się w jego miękkie wargi. Smakował tytoniem, whisky oraz czymś, czego nie potrafiłem zidentyfikować. Cholera, a jak dobrze całował..! Nawet Shiroyama nie był w tym tak dobry, jak on...
Kiedy Niimura oderwał się od moich ust, od razu zaatakował wargami odsłoniętą skórę na mojej szyi. Całował i ssał ją delikatnie oraz z wyczuciem, czym doprowadzał mnie do obłędu. Jego usta na moim ciele, jego dłoń na moim kroczu... Och, nie potrafiłem tłumić w sobie jęków, które wywoływały u mnie jego pieszczoty. Wiłem się pod nim bezwstydnie, prosiłem i błagałem o więcej, a on za każdym razem dawał mi to, czego pragnąłem. Nasze ciała idealnie do siebie pasowały, gdy się kochaliśmy miałem wrażenie, że jesteśmy dwoma kawałkami jednej całości i zostaliśmy stworzeni po to, aby razem żyć. Jedyne czego chciałem to to, aby ta chwila trwała wiecznie, by Tooru nigdy nie odrywał się od moich warg, by nie zabierał dłoni z mojego rozpalonego ciała... Jednak moje błagania nie zostały wysłuchane i kiedy tylko czarnowłosy zaspokoił swoje żądze, odsunął się ode mnie i bez pośpiechu ubrał. Ja natomiast zastygłem w bezruchu, oczami wciąż błyszczącymi z podniecenia wpatrywałem się w sylwetkę wokalisty. W myślach błagałem, by ponownie mnie dotknął...
- Ubieraj się - pospieszył mnie i wcisnął mi do rąk moje wygniecione ubrania. Obdarzyłem je obojętnym spojrzeniem - No na co czekasz?
- Pocałuj mnie... - ponownie przeniosłem wzrok na twarz mojego towarzysza i z uwagą przyjrzałem się jego nabrzmiałym od pocałunków wargom. Zirytowany brunet westchnął ciężko i wywrócił oczami.
- Oczekujesz ode mnie czułości po zwykłym seksie? - popatrzył na mnie z kpiną, unosząc jedną z brwi ku górze - Żartujesz sobie ze mnie?
- Zapomnij o tym... - skapitulowałem i po dłuższej chwili milczenia wreszcie zacząłem mozolnie wciągać na siebie ubrania. Przy gwałtowniejszych ruchach odczuwałem dyskomfort w dolnych częściach mojego ciała, lecz nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu. Ból tego rodzaju był dla mnie przyjemny.
- Co to w ogóle miało znaczyć? - Niimura nie ustępował - Nagle zebrało ci się na czułości? - prychnął z pogardą, usadawiając się wygodniej na swoim fotelu - Przytulasków i całusków możesz oczekiwać od swojego Shiroyamy, którego notorycznie zdradzasz.
Skąd on o tym wie...?
- Co się tak patrzysz? - kontynuował, spoglądając na mnie z ukosa - Myślisz, że o niczym nie wiem? Die widział ciebie i tego obrzydliwego typa w zeszłym tygodniu. Zbyt dobrego gustu to ty nie masz.
- Nic nie rozumiesz! - wybuchnąłem - Nie jesteś mną, nie rozumiesz co mnie motywuje! - szarpnąłem się, gdy czarnowłosy wyciągnął rękę w moim kierunku - I on też nic nie rozumie, kompletnie nic!
- To dlaczego z nim po prostu nie porozmawiasz? - brunet nie dał się wytrącić z równowagi, jego głos wciąż był spokojny i opanowany - Nie czyta ci w myślach. Jeśli nie powiesz mu, co ci się nie podoba w waszym związku, on tego nie naprawi, bo najzwyczajniej w świecie nie ma pojęcia, że coś ci nie odpowiada. Rozumiesz?
- To zbyt skomplikowane - burknąłem i odwróciłem głowę w bok. Swój wzrok utkwiłem w wyblakłym plakacie, przyklejonym do ściany budynku, obok którego się znajdowaliśmy.
- Kocha cię. Zrozumie - Tooru próbował mnie uspokoić.
- A może my wcale do siebie nie pasujemy...? - oparłem głowę o chłodną szybę - Może jednak nie powinniśmy być razem? On jest taki szczęśliwy w tym związku, ale ja...
- Nie kochasz go - dokończył za mnie wokalista - Ty zwyczajnie go nie kochasz. Zależy ci na nim, jesteście przyjaciółmi, ale nic do niego nie czujesz.
- Chyba tak... - szepnąłem niepewnie - Nie wyobrażam sobie tego, że miałbym spędzić z nim resztę swojego życia - wyjaśniłem - Yuu dba o mnie, jest dobry w łóżku, ale jednocześnie... irytuje mnie swoją obecnością.
- Po prostu mu to powiedz... - powiedział cicho brunet i nachylił się w moją stronę - Nie powinieneś spełniać jego marzeń kosztem własnego szczęścia - odgarnął niesforne kosmyki z mojej twarzy i musnął opuszkami palców odsłoniętą skórę mojej szyi. Mimowolnie zadrżałem pod wpływem jego dotyku.
- Chyba nie potrafię tego zrobić... - wymruczałem z rezygnacją i przymknąłem powieki - Chyba jednak jestem mu coś winien za tę dobroć...
- Nie jesteś mu nic winien - powiedział twardo Kyo - Po prostu mu to powiedz. On nigdy nie osiągnie pełni szczęścia z tobą u boku. Aoi nie jest aż taki głupi, na pewno dostrzega, że coś jest nie tak i przejmuje się tym.
- Tak myślisz...? - przekręciłem głowę w stronę bruneta i spojrzałem na niego spod na wpół przymkniętych powiek. Usta mojego rozmówcy rozciągały się w delikatnym, uspokajającym uśmiechu, jednak w tym grymasie czaiło się coś, co nieco mnie niepokoiło.
- Oczywiście, Śliczny. Jedyne, co jesteś mu winien, to wyjawienie prawdy - odsunął się ode mnie. Silnik samochodu zamruczał cicho, gdy wokalista przekręcił kluczyk w stacyjce - Zrób to jak najszybciej, wtedy to będzie jak najmniej bolesne dla was obu.
- Wiem, że masz rację, Tooru, ale... - przerwałem, wzdychając. Kontynuowałem dopiero w chwili, gdy poczułem na sobie pytający i nieugięty wzrok Niimury - Nie wiem, czy dam radę mu to powiedzieć. Chyba nie jestem jeszcze gotowy...
- Pomogę ci z tym - odparł niby od niechcenia - Nie załatwię tego za ciebie, ale mogę cię do tego przygotować.
- Naprawdę...? - spojrzałem na niego z nadzieją. Czarnowłosy posłał mi uspokajające spojrzenie. Wspominałem już, że coś w jego postawie mnie niepokoi?
- Pewnie, stary. Zakańczanie problematycznych związków to mój chleb powszedni.
To teraz wiadomo na czym polega problem Uruhy. Nie chciał stracić przyjaciela, więc się zgodził na związek. Na początku myślałam, jak Uruha zaczął rozamorować z Kyo, że oni spali ze sobą
OdpowiedzUsuńPodoba mi się. Całkiem ładny język, wciągająca fabuła i ciekawa, ładnie przedstawiona problematyka. Jedyne, co mi się nie podobało to "zakańczać" na samym końcu rozdziału.
OdpowiedzUsuńMożna liczyć na kontynuację?