środa, 16 stycznia 2013

Względnie szczęśliwy cz. II

Dzień dobry c: Wrzucam kontynuację Względnie Szczęśliwego. Z tego rozdziału jestem średnio zadowolona, ale zrobił się mały zastój na blogu, który po prostu musiałam czymś przerwać, a pisanie nowego shota zawiesiłam ze względu na brak weny. Być może kiedyś go dokończę? To się jeszcze okaże. Póki co, zapraszam na drugą część opowiadania o Uru. Enjoy! c:
    
       Następnego dnia zostałem brutalnie przywrócony do rzeczywistości przez dźwięk budzika w moim telefonie, zamiast zostać obudzonym przez miękkie usta Shiroyamy. Mogło oznaczać to tylko jedno - Yuu nadal był na mnie zły. Jednak czy mogłem mu się dziwić? Oczywiście nie. Sam nawarzyłem sobie tego piwa, teraz pozostało mi je tylko wypić. Po zwleczeniu się z łóżka zastałem go w kuchni. Siedział nad kubkiem parującej kawy i nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w przestrzeń przed sobą. Na jego pięknej twarzy nie gościł nawet cień uśmiechu, a uwydatnione zmarszczki dodały mu lat. Czując się odpowiedzialny za jego fatalny wygląd, niepewnie podszedłem do krzesła na którym siedział i uklęknąłem przed czarnowłosym, opierając głowę na jego kolanach. Mężczyzna machinalnie zatopił palce w moich kasztanowych kosmykach.
- Yuu... - odezwałem się cicho, chcąc zwrócić na siebie uwagę kochanka. Podziałało. Aoi przeniósł na mnie swój zmartwiony wzrok, a po chwili pochylił się, by musnąć wargami moje odsłonięte czoło. Przymknąłem powieki, nie mogąc znieść jego udręczonego spojrzenia - Przepraszam...
-W porządku, K'you... - czule pogładził mój policzek - Wyglądasz pięknie... - gdy jego palce musnęły moje wargi, posłałem mu krótkie spojrzenie spod rzęs.
- Codziennie to powtarzasz... - powiedziałem - Jak maszyna. To nawyk?
Shiroyama uniósł brwi, wyraźnie zdziwiony moim pytaniem.
- Nawyk? - powtórzył, jakby próbując przypomnieć sobie znaczenie tego słowa - Każdego dnia wyglądasz równie zjawiskowo. Czemu miałbym ci tego nie mówić...?
- To miłe, Yuu, ale... Słowo powtarzane każdego dnia traci na wartości... - wyszeptałem, przyglądając się uważnie reakcji kochanka, na którego twarzy odmalował się jeszcze głębszy smutek. Gitarzysta zabrał dłoń, która do tej pory leniwie przeczesywała moje kosmyki i opuścił ją bezwładnie wzdłuż ciała.
- Nie poznaję cię, Uruha... - jego wargi zdawały się wcale nie poruszać, a cichy głos gitarzysty zabarwiony cierpieniem pozbawił mnie tchu - Jesteś... tak... tak obcy dla mnie. Kiedy coś pomiędzy nami się zmieniło...?
- Nie wiem, Aoi... - chwyciłem jego dłoń i ułożyłem na swoim policzku - Ludzie codziennie się zmieniają, uczą się nowych rzeczy, zdobywają doświadczenia... Może nagle przestaliśmy do siebie pasować...?
- Nawet tak nie mów! - czarnowłosy gwałtownie przyciągnął mnie do siebie i objął ramionami tak mocno, jakbym zaraz miał się rozpłynąć. Z cichym westchnieniem zatopiłem się w jego uścisku - Nie chcę więcej słyszeć czegoś takiego! W każdym związku zdarza się kryzys, to normalne. Musimy po prostu stawić temu czoła. Kocham cię... - to ostatnie wyszeptał, muskając odsłoniętą skórę na mojej szyi. Odpowiedziałem cichym pomrukiem na jego pieszczotę.
- Masz rację - spasowałem  - Wyolbrzymiam chwilowy kryzys. Przepraszam, Aoi... Razem na pewno uda nam się go przezwyciężyć... - przeczesałem palcami wypielęgnowane czarne kosmyki. Na jego twarzy natychmiast zagościł delikatny, wdzięczny uśmiech.
- Nie martw się niczym, Uruha... - pogładził opuszkami palców jeden z newralgicznych punktów na mojej szyi - Po prostu daj nam czas... Co powiesz na wspólny urlop? My dwoje i pokłady wolnego czasu... Chciałbyś...? - popatrzył na mnie błagalnie. Nie potrafiłem się nie uśmiechnąć.
- Nie sądzę, żeby Kai się na to zgodził... - pogładziłem dłońmi jego tors - Wiesz, jaki on jest. Przekłada próby ponad wszystko.
- To nasz przyjaciel, zrozumie... - uspokoił mnie czarnowłosy. Przekonany, skinąłem delikatnie głową.
- Porozmawiasz z nim? - przytuliłem się do ukochanego.
- Oczywiście... - przesunął dłonią po moich plecach - Zadzwonię do niego jeszcze dzisiaj - musnął miękkimi wargami moje odsłonięte czoło i chwyciwszy mnie za rękę, pociągnął mnie w stronę sypialni.

       A jednak pomimo złożonych obietnic i tylu wspaniałych planów, ponownie zawitałem do jednego z tych najbardziej obskurnych barów. Alkohol krążył w moich żyłach, nakładając mglisty filtr na moje oczy, czym zdecydowanie ograniczał moją zdolność widzenia. Tańczący wokół mnie ludzie przemykali pomiędzy różnokolorowymi laserami jakby w zwolnionym tempie, ich sylwetki dwoiły mi się przed oczami, a dudniące techno, które jeszcze parę minut temu nie wydawało mi się takie najgorsze, przyprawiało mnie o migrenę. Chwiejnym krokiem, wspierając się na ramionach otaczających mnie klubowiczów, przedostałem się ku jednemu z wolnych stolików i bez gracji opadłem na obitą podniszczoną skórą kanapę. Ciążącą mi głowę oparłem na jednej z poduszek, a później przymknąłem powieki. Zacząłem powoli odpływać. Moje ciało ogarnęło przyjemne uczucie otępienia, osuwałem się w ten wspaniały błogostan. Nie próbowałem się opierać pochłaniającej mnie bezwładności - co z tego, że znajduję się w miejscu publicznym, w którym roi się od bandytów i przestępców? Pieprzyć to, raz się żyje, nieprawdaż? Nie mam się o co martwić, w całym lokalu poustawiane są kamery, czujnie monitorujące każdy, nawet najciemniejszy kąt. Tak uspokojony odetchnąłem głęboko i opadłem na kanapę, zatapiając twarz w leżącej tuż pod moją głową bluzie. Na pewno nie była moja, tyle wiedziałem. Czyja? Nie obchodziło mnie to. Posłuży mi za poduszkę, właściciel się nie obrazi. Odpłacę mu z nawiązką.
Zaciągnąłem się zapachem, którym była przesiąknięta bluzka i z zaniepokojeniem odkryłem, że wydaje mi się on znajomy. Yuu? Na pewno nie. Reita ani Kai tym bardziej, o Rukim nawet nie myślę, to ubranie na pewno jest na niego zbyt duże. Poza tym - maleństwo nie lubi takich miejsc, nie pije zbyt często alkoholu, a to łomoczące techno przyprawia go o mdłości. Zatem kto...?
- No proszę, proszę... - moje rozmyślania przerwał niski i chrapliwy głos - Kogo moje oczy widzą?
Niechętnie uchyliłem powieki, krzywiąc się przy tym nieznacznie. Głowa pękała mi w szwach od tej dudniącej muzyki, a mrugające przed oczami różnokolorowe lasery tylko potęgowały cierpienie. Jęknąłem, z całych sił starając się skupić wzrok na nachylającej się nade mną sylwetce. Krótkie ciemne włosy, czarne oczy, policzki przypruszone kilkudniowym zarostem...
- Kyo? - spytałem ze zdziwieniem. Nie potrafiłem uwierzyć własnym oczom. Co osoba jego pokroju robi w takim miejscu jak to?
- A jednak mnie poznajesz... - kąciki jego ust rozciągnęły się w drapieżnym uśmiechu, gdy zajmował miejsce w fotelu obok - Co z tobą, Śliczny? Gdzie są twoi koledzy?
- Przyszedłem sam... - mruknąłem, nakrywając twarz przedramieniem. Zaintrygowany brunet nachylił się w moją stronę.
- Nie spodziewałem się kogoś takiego jak ty w takim miejscu - sięgnął po leżącą na stoliku paczkę papierosów i wyciągnąwszy z niej jedną fajkę, wsunął ją sobie pomiędzy wargi, a następnie odpalił przy pomocy zapalniczki z logiem Ferrari.
- I vice versa - odparowałem, przekręcając się na bok, by móc dobrze widzieć mojego rozmówcę - Od kiedy lubisz klubową muzykę? - popatrzyłem na niego ze zdziwieniem.
- Nienawidzę - zaciągnął się głęboko tytoniowym dymem, niemal mrucząc z przyjemności, gdy wypełnił on jego płuca - Laserów i roznegliżowanych panienek też nie - dodał, widząc moje pytające spojrzenie i wypuścił obłoczek białego dymu przez usta.
- To po co tutaj siedzisz...? - zdziwiłem się. Czarnowłosy machnął niedbale ręką.
- Przyszedłem z Shinyą - strzepnął popiół z papierosa do popielniczki i ponownie zaciągnął się dymem - Umówił się z jakimś chłopaczkiem, ale bał się przyjść sam.
- Na randkę...? - na mojej twarzy po raz kolejny odmalowało się zaskoczenie. Czyżby Terachi również był odmiennej orientacji seksualnej? Poniekąd było to przewidzenia, perkusista był uległą osobą o dosyć łagodnym usposobieniu. Nie potrafiłem wyobrazić go sobie w roli dominującego samca alfa z cycatą laską u boku.
- Tak, na randkę. Jest gejem i to w dodatku uke, jak ty - wyjaśnił bez skrępowania, podczas gdy na moich policzkach pojawiły się delikatne rumieńce - Jednakże on, w przeciwieństwie do ciebie, ma bardzo słaby gust. Gdybyś tylko zobaczył, z kim on się umówił... - westchnął cierpiętniczo i odgasił niedopalonego do końca papierosa w popielniczce - Aż niedobrze mi się robi, gdy myślę o tym, że ktoś taki jak on będzie zapinał mojego kumpla. Obrzydliwy typ.
- Czyżbyś był o niego zazdrosny...? - nie potrafiłem powstrzymać perfidnego uśmieszku, który cisnął mi się na usta. Krótkowłosy wokalista posłał mi zirytowane spojrzenie.
- O Shinyę? - uniósł jedną brew - Chyba żartujesz. To mój przyjaciel. Cholernie ładny i pociągający przyjaciel, którego mógłbym zaliczyć, ale nie chciałbym z nim być. Zbyt dobrze go znam - rozparł się wygodniej w fotelu - Po prostu uważam, że Terachi zasługuje na kogoś lepszego niż koleś, z którym się dzisiaj umówił. Shin to dobry chłopak, muchy by nie skrzywdził, a ten jego nowy obiekt westchnień wygląda i zachowuje się gorzej, niż ja.
- Musi być nie do zniesienia! - parsknąłem cichym śmiechem. Niimura posłał mi mordercze spojrzenie, które miało mnie uciszyć, jednak nie przejąłem się tym - Musi być samym diabłem, skoro jest jeszcze gorszy od ciebie. Byłem przekonany, że to ty jesteś największym sukinsynem na całym globie.
- Dzięki, Uruha - mruknął, nachylając się nad stolikiem, by zajrzeć do pustej literatki - I na dodatek skończył się alkohol... - westchnął ciężko i podniósł się z fotela - Zwijam się, Śliczny. Nie ma co czekać na Shinyę, poszedł w tango ze swoim nowym facetem i pewnie zapomniał o tym, że nie przyszedł tutaj sam. Chcesz się zabrać ze mną? - zaproponował po chwili.
- To nie jest taki najgorszy pomysł... - przyznałem i bardzo wolno i ostrożnie wywindowałem się do siadu.
- Na pewno lepszy niż wracanie po pijaku komunikacją miejską. Zwłaszcza, że wyglądasz jakbyś urwał się z Dzielnicy Czerwonych Latarni - wyciągnął ku mnie dłoń z czego chętnie skorzystałem i dźwignąłem się na nogi z jego pomocą.
- Nie możesz odmówić mi atrakcyjności... - mruknąłem zalotnie i przybliżyłem się do niego, przesuwając palcem po jego szorstkim policzku. Nikt mi nie zabronił troszkę się z nim podroczyć...
- Jesteś pijany - wywrócił oczami i odwrócił się do mnie plecami.
- Tylko trochę... - zbliżyłem się do mężczyzny i objąwszy go ramionami w pasie, ułożyłem jedną z dłoni na jego kroczu. Czarnowłosy cały się spiął i cicho sapnął. Spodobała mi się jego reakcja, więc nie zaprzestałem prowokowania go - potarłem zmysłowo jego krocze i nieco pewniej przylgnąłem do jego pleców. Odsłoniętą szyję zacząłem obdarowywać delikatnymi pocałunkami.
- Przestań... - zawarczał groźnie i wyrwał się z mojego uścisku. Przez ramię posłał mi kolejne mordercze spojrzenie - Jeszcze jeden taki numer i gorzko tego pożałujesz, zaręczam...
- Wyluzuj... - mruknąłem, unosząc dłonie w obronnym geście - Rączki mam tutaj.
Czarnowłosy wywrócił oczami i ruszył przed siebie, ruchem dłoni nakazując mi podążać jego śladami. Posłusznie ruszyłem tuż za nim. Niepewnie trzymając go za rękaw kurtki, przeciskaliśmy się pomiędzy spoconymi ciałami tańczących kobiet i mężczyzn. Kiedy wreszcie udało nam się wydostać na zewnątrz, odetchnąłem z ulgą. Chłodny wiatr otulił nasze sylwetki, nieco nas otrzeźwiając.
- Gdzie mam cię odwieźć? - spytał Kyo, kierując się ku klubowemu parkingowi.
- Do ciebie... - odparłem po chwili namysłu. Wokalista posłał mi pytające spojrzenie.
- Czy ty mnie słuchasz? Pytałem, gdzie mieszkasz i gdzie mam cię odwieźć - burknął, wyraźnie zirytowany moją odpowiedzią.
- Nie chcę jechać do domu... - sprostowałem - Yuu będzie zły, że znowu wracam pijany... Mogę nocować u ciebie...? - posłałem mu błagalne spojrzenie. Mężczyzna nie wydawał się być zadowolony.
- Chyba śnisz - prychnął - Wyświadczam ci nieziemską przysługę podwożąc cię, już i tak masz u mnie dług wdzięczności. Chcesz zaciągnąć kolejny? - otworzył przede mną drzwi swojego terenowego samochodu.
- Oba spłacę, przysięgam... - spojrzałem mu głęboko w oczy i pod wpływem impulsu ułożyłem jedną z moich dłoni na jego policzku. Uniósł brwi w zdziwieniu.
- Zastanowię się... - zawyrokował po chwili namysłu, odtrącając moją dłoń - A teraz wsiadaj.
Skinąłem delikatnie głową i wykonałem jego polecenie bez sprzeciwu. Krótkowłosy zatrzasnął drzwi czarnego samochodu i okrążył go, by następnie zająć miejsce za kierownicą na sąsiednim fotelu. Kiedy włożył klucz do stacyjki i przekręcił go, wnętrze auta wypełniło przyjemne ciepło płynące z klimatyzacji i mocna, rockowa muzyka dochodząca z głośników. Na moje usta wpłynął delikatny uśmiech, gdy rozpoznałem utwór.
- Ruthless Deed... - szepnąłem, przenosząc swój wzrok na czarnowłosego, który wpatrzony był w drogę za przednią szybą - Nie sądziłem, że słuchasz naszej muzyki...
- Czasem mi się zdarza - mruknął, nawet na mnie nie patrząc - Lubię ten kawałek.
- To ja go skomponowałem... - uśmiech na moich wargach pogłębił się.
- Dobra robota - pochwalił mnie Niimura, nieco przyspieszając.
Przymknąłem delikatnie powieki i przesunąłem opuszkami palców po swojej szyi. Nie wiedząc czemu, nagle nabrałem olbrzymiej ochoty na to, by podrażnić się trochę z Kyo. Być może była to wina wciąż krążącego w moich żyłach alkoholu, albo zapachu mężczyzny, który omamił moje zmysły. W tym momencie czarnowłosy wydawał się być dla mnie piekielnie atrakcyjny i stał się on obiektem mojego pożądania. Pragnąłem się z nim kochać...
Nie odnotowując żadnej reakcji z jego strony, podwinąłem nieco swoją luźną bokserkę w szarym kolorze, a następnie pośliniłem jeden z palców, aby przesunąć nim po jednej z kusząco zaróżowionych brodawek, która natychmiast stwardniała pod wpływem mojego dotyku. Nie stłumiłem jęku, który chwilę później wydobył się z moich ust. Nie powstrzymywałem również kolejnego, kiedy zacząłem pocierać i podszczypywać sutek. Druga moja dłoń natomiast zajęła się moim chętnym do zabawy i już lekko pobudzonym kroczem. Pewnymi ruchami ręki zacząłem stymulować wybrzuszenie w swoich spodniach, pieszcząc się z wyczuciem. Ciekawy reakcji czarnowłosego, spojrzałem na niego spod rzęs. Miał śmiertelnie poważny wyraz twarzy i z uporem wpatrywał się w drogę za przednią szybą. Palce zacisnął na kierownicy tak mocno, że aż pobielały mu knykcie. Jednak moje zabawy go pobudzały... Wyraźnie zachęcony jego zachowaniem, uniosłem dłoń ku moim wargom i zacząłem lubieżnie oblizywać jeden z palców. Poczułem, jak na moich policzkach wykwitają delikatne rumieńce, kiedy Niimura wreszcie przeniósł na mnie wzrok. Jego oczy błyszczały, w ciemnych tęczówkach dostrzegałem pożądanie. Wygrałem...
- A niech cię, ty mała dziwko... - Kyo gwałtownie skręcił w jakąś mało uczęszczaną uliczkę i zatrzymał się. Znajdowaliśmy się w jakimś ciemnym zaułku, ze wszystkich stron otaczały nas wysokie budynki, w których oknach nie paliły się światła. Skoro nikt nas nie obserwował, mogliśmy pozwolić sobie na coś więcej bez cienia strachu, że ktoś nas przyłapie.
- Tooru... - wymruczałem niskim, perwersyjnym tonem i odchyliłem swoje siedzenie do tyłu, aby zrobić nieco miejsca dla wokalisty - Chodź do mnie...
- Będziesz tego żałował... - czarnowłosy odpiął swój pas, a następnie nachylił się w moją stronę. Czułem jego ciepły oddech na swojej twarzy.
- Nigdy niczego nie żałuję... - szepnąłem w odpowiedzi i przyciągnąłem go do siebie za kark, by następnie wpić się w jego miękkie wargi. Smakował tytoniem, whisky oraz czymś, czego nie potrafiłem zidentyfikować. Cholera, a jak dobrze całował..! Nawet Shiroyama nie był w tym tak dobry, jak on...
Kiedy Niimura oderwał się od moich ust, od razu zaatakował wargami odsłoniętą skórę na mojej szyi. Całował i ssał ją delikatnie oraz z wyczuciem, czym doprowadzał mnie do obłędu. Jego usta na moim ciele, jego dłoń na moim kroczu... Och, nie potrafiłem tłumić w sobie jęków, które wywoływały u mnie jego pieszczoty. Wiłem się pod nim bezwstydnie, prosiłem i błagałem o więcej, a on za każdym razem dawał mi to, czego pragnąłem. Nasze ciała idealnie do siebie pasowały, gdy się kochaliśmy miałem wrażenie, że jesteśmy dwoma kawałkami jednej całości i zostaliśmy stworzeni po to, aby razem żyć. Jedyne czego chciałem to to, aby ta chwila trwała wiecznie, by Tooru nigdy nie odrywał się od moich warg, by nie zabierał dłoni z mojego rozpalonego ciała... Jednak moje błagania nie zostały wysłuchane i kiedy tylko czarnowłosy zaspokoił swoje żądze, odsunął się ode mnie i bez pośpiechu ubrał. Ja natomiast zastygłem w bezruchu, oczami wciąż błyszczącymi z podniecenia wpatrywałem się w sylwetkę wokalisty. W myślach błagałem, by ponownie mnie dotknął...
- Ubieraj się - pospieszył mnie i wcisnął mi do rąk moje wygniecione ubrania. Obdarzyłem je obojętnym spojrzeniem - No na co czekasz?
- Pocałuj mnie... - ponownie przeniosłem wzrok na twarz mojego towarzysza i z uwagą przyjrzałem się jego nabrzmiałym od pocałunków wargom. Zirytowany brunet westchnął ciężko i wywrócił oczami.
- Oczekujesz ode mnie czułości po zwykłym seksie? - popatrzył na mnie z kpiną, unosząc jedną z brwi ku górze - Żartujesz sobie ze mnie?
- Zapomnij o tym... - skapitulowałem i po dłuższej chwili milczenia wreszcie zacząłem mozolnie wciągać na siebie ubrania. Przy gwałtowniejszych ruchach odczuwałem dyskomfort w dolnych częściach mojego ciała, lecz nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu. Ból tego rodzaju był dla mnie przyjemny.
- Co to w ogóle miało znaczyć? - Niimura nie ustępował - Nagle zebrało ci się na czułości? - prychnął z pogardą, usadawiając się wygodniej na swoim fotelu - Przytulasków i całusków możesz oczekiwać od swojego Shiroyamy, którego notorycznie zdradzasz.
Skąd on o tym wie...?
 - Co się tak patrzysz? - kontynuował, spoglądając na mnie z ukosa - Myślisz, że o niczym nie wiem? Die widział ciebie i tego obrzydliwego typa w zeszłym tygodniu. Zbyt dobrego gustu to ty nie masz.
- Nic nie rozumiesz! - wybuchnąłem - Nie jesteś mną, nie rozumiesz co mnie motywuje! - szarpnąłem się, gdy czarnowłosy wyciągnął rękę w moim kierunku - I on też nic nie rozumie, kompletnie nic!
- To dlaczego z nim po prostu nie porozmawiasz? - brunet nie dał się wytrącić z równowagi, jego głos wciąż był spokojny i opanowany - Nie czyta ci w myślach. Jeśli nie powiesz mu, co ci się nie podoba w waszym związku, on tego nie naprawi, bo najzwyczajniej w świecie nie ma pojęcia, że coś ci nie odpowiada. Rozumiesz?
- To zbyt skomplikowane - burknąłem i odwróciłem głowę w bok. Swój wzrok utkwiłem w wyblakłym plakacie, przyklejonym do ściany budynku, obok którego się znajdowaliśmy.
- Kocha cię. Zrozumie - Tooru próbował mnie uspokoić.
- A może my wcale do siebie nie pasujemy...? - oparłem głowę o chłodną szybę - Może jednak nie powinniśmy być razem? On jest taki szczęśliwy w tym związku, ale ja...
- Nie kochasz go - dokończył za mnie wokalista - Ty zwyczajnie go nie kochasz. Zależy ci na nim, jesteście przyjaciółmi, ale nic do niego nie czujesz.
- Chyba tak... - szepnąłem niepewnie - Nie wyobrażam sobie tego, że miałbym spędzić z nim resztę swojego życia - wyjaśniłem - Yuu dba o mnie, jest dobry w łóżku, ale jednocześnie... irytuje mnie swoją obecnością.
- Po prostu mu to powiedz... - powiedział cicho brunet i nachylił się w moją stronę - Nie powinieneś spełniać jego marzeń kosztem własnego szczęścia - odgarnął niesforne kosmyki z mojej twarzy i musnął opuszkami palców odsłoniętą skórę mojej szyi. Mimowolnie zadrżałem pod wpływem jego dotyku.
- Chyba nie potrafię tego zrobić... - wymruczałem z rezygnacją i przymknąłem powieki - Chyba jednak jestem mu coś winien za tę dobroć...
- Nie jesteś mu nic winien - powiedział twardo Kyo - Po prostu mu to powiedz. On nigdy nie osiągnie pełni szczęścia z tobą u boku. Aoi nie jest aż taki głupi, na pewno dostrzega, że coś jest nie tak i przejmuje się tym.
- Tak myślisz...? - przekręciłem głowę w stronę bruneta i spojrzałem na niego spod na wpół przymkniętych powiek. Usta mojego rozmówcy rozciągały się w delikatnym, uspokajającym uśmiechu, jednak w tym grymasie czaiło się coś, co nieco mnie niepokoiło.
- Oczywiście, Śliczny. Jedyne, co jesteś mu winien, to wyjawienie prawdy - odsunął się ode mnie. Silnik samochodu zamruczał cicho, gdy wokalista przekręcił kluczyk w stacyjce - Zrób to jak najszybciej, wtedy to będzie jak najmniej bolesne dla was obu.
- Wiem, że masz rację, Tooru, ale... - przerwałem, wzdychając. Kontynuowałem dopiero w chwili, gdy poczułem na sobie pytający i nieugięty wzrok Niimury - Nie wiem, czy dam radę mu to powiedzieć. Chyba nie jestem jeszcze gotowy...
- Pomogę ci z tym - odparł niby od niechcenia - Nie załatwię tego za ciebie, ale mogę cię do tego przygotować.
- Naprawdę...? - spojrzałem na niego z nadzieją. Czarnowłosy posłał mi uspokajające spojrzenie. Wspominałem już, że coś w jego postawie mnie niepokoi?
- Pewnie, stary. Zakańczanie problematycznych związków to mój chleb powszedni.

2 komentarze:

  1. To teraz wiadomo na czym polega problem Uruhy. Nie chciał stracić przyjaciela, więc się zgodził na związek. Na początku myślałam, jak Uruha zaczął rozamorować z Kyo, że oni spali ze sobą

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się. Całkiem ładny język, wciągająca fabuła i ciekawa, ładnie przedstawiona problematyka. Jedyne, co mi się nie podobało to "zakańczać" na samym końcu rozdziału.
    Można liczyć na kontynuację?

    OdpowiedzUsuń